Andrzej Duda wypuszcza krakena na nauczycieli i dyrektorów

polityka.pl

Dariusz Chętkowski

ANDRZEJ DUDA WYPUSZCZA KRAKENA NA NAUCZYCIELI I DYREKTORÓW

Złożony przez prezydenta projekt zmian w oświacie posłuży jako miotła do wyrzucenia ze szkół organizacji, które są niemiłe PiS-owi, jak ZHP czy WOŚP.

Wyrzucenie z łódzkich szkół Tęczowego Piątku w październiku zeszłego roku to był majstersztyk kuratorium. Nauczycielkom, które były organizatorkami wydarzenia, wydawało się, że władza nie ma się do czego przyczepić. Impreza została umieszczona w Szkolnym Planie Wychowawczym, zgodę wyraził dyrektor placówki, klepnęła Rada Rodziców. I najważniejsze: jest zainteresowanie wśród uczniów. Czego jeszcze trzeba? No właśnie, zgodności z ideologią PiS. A tego nie było.

Kurator chce zobaczyć zgody rodziców

Nagle z kuratorium przyszło zapytanie, czy jest zgoda rodziców wszystkich uczniów, którzy będą uczestniczyć bądź nawet mogą otrzeć się o tę imprezę. Zatem cała szkoła. Jak to zgoda wszystkich rodziców? Przecież prawo oświatowe wymaga jedynie zgody przedstawicieli, czyli kilkuosobowej Rady Rodziców. Nie tylko prawo nie wymaga zapytywania każdego rodzica po kolei, także nie ma zwyczaju, aby przepytywać człowieka po człowieku, czy się zgadza na konkretne działania wychowawcze, czy też jest przeciw.

Rodzice mają wgląd do planów wychowawczych na etapie ich powstawania i wtedy mogą wyrazić swoje zdanie, nie wtrącają się jednak do szczegółów. Czasem trafi się jakiś przeczulony nauczyciel, który o wszystko pyta rodziców, ale szybko dowiaduje się, żeby nie zawracać im głowy. Ufają wychowawcy. Gdy rodzice czują, że nauczyciel chce dla ich dzieci dobrze, o nic nie trzeba pytać. A gdy nie ufają, żadna inicjatywa nie przejdzie. Zagłosują nogami. To pedagogiczny elementarz.

Inne zdanie miał pisowski urzędnik. A zatem zmyślny kurator zażądał od dyrektora pisemnych zgód rodziców na organizowanie w szkole Tęczowego Piątku. Jeśli takich zgód nie ma, a może nawet nie było zapytań o zgodę, należy natychmiast odwołać tę imprezę. Inaczej sprawa trafi do komisji dyscyplinarnej za próbę wychowywania dzieci wbrew woli rodziców. Zapachniało surowymi karami dla nauczycieli, a dla dyrektora odwołaniem ze stanowiska.

Po co kopać się z kuratorem?

Wprawdzie kurator się mylił, gdyż prawo oświatowe przy organizacji imprez wychowawczych nie wymagało i wciąż nie wymaga każdorazowego zapytywania wszystkich rodziców, co oni na to, ale przecież nikt nie będzie kopał się z kuratorem. Skoro wyższy urzędnik tak twierdzi, niższy, czyli w tym wypadku dyrektor szkoły, musi się podporządkować. Słowo kuratora jest w szkole prawem. Zdębiały organizatorki, gdy dyrektor szkoły nakazał im pokazanie pisemnych zgód rodziców. Przecież nawet nie wysłały zapytania, gdyż akceptacja już była. O, tu są podpisy Rady Rodziców. Gdyby było inaczej, dyrektor nie dałby zgody. Więc o co teraz chodzi?

I to był właśnie ów majstersztyk, istne cacuszko zastraszania nauczycieli przez władzę. Tęczowy Piątek nie odbył się albo też dzięki uporowi uczniów zszedł do bardzo głębokiego podziemia. Kurator mógł odtrąbić zwycięstwo. Drugi raz taki numer mógłby się jednak władzy nie udać. Organizatorzy mogliby się przygotować na dyskusję z dyrektorem, mógłby też trafić się dyrektor, który chciałby się pokopać z kuratorem. Wielu dyrektorów hardzieje tuż przed emeryturą, przestaje się bać, no i niejeden chce zakończyć karierę zawodową bez tej plamy na honorze, że tak tańczył, jak mu kurator zagrał.

Nietrudno się domyślić, co by z tego wyszło, gdyby odchodzący na emeryturę dyrektorzy zaczęli domagać się od kuratora praworządności. PiS zaczął się obawiać, że Tęczowy Piątek wróci do szkół, a tego władza by nie chciała. Dlatego w obozie rządzącym powstał pomysł, aby ów majstersztyk stał się prawem obowiązującym w całej Polsce. Trzeba wprowadzić do prawa oświatowego paragraf, który zobowiązywałby nauczycieli do pozyskiwania zgody każdego rodzica na wszelką działalność wychowawczą placówki, oddzielnie na każdą pierdółkę, w której korzysta się z usług zewnętrznych podmiotów. Zgoda Rady Rodziców to za mało.

Rodzicielskie prawo sprzeciwu

W czasie kampanii Andrzeja Dudy usłyszeliśmy, że to rodzice mają prawo decydować, według jakich wartości w szkole są wychowywane ich dzieci. Jako rodzic odruchowo przytaknąłem. Nieraz byłem przeciw szkole, gdy dowiadywałem się, że moje dziecko zostało zaprowadzone do świątyni na uroczystość religijną albo też do placówki sprowadzono proboszcza, a dziecku kazano słuchać kazania. Potem małolat wracał do domu i ciągnął mnie do kościoła, bo tak mu proboszcz w szkole kazał. Kiedy ja wolę na basen. Szczególnie w niedzielę.

Mogłem jednak być sobie przeciw proboszczowi po fakcie. Czemu nikt mnie nie pytał o zgodę przed? Dlatego pomysł Andrzeja Dudy, aby szkoła wysyłała zapytania do rodziców, zanim jakakolwiek organizacja zewnętrzna coś wychowawczego zafunduje uczniom, wydał mi się sensowny. Tak, chcę wiedzieć o wszystkim przed i chcę mieć prawo do sprzeciwu. Proszę nie sprowadzać żadnych inżynierów dusz i przy ich pomocy niczego dziecku nie narzucać, a już szczególnie wartości, które są obce naszej rodzinie. Nareszcie skończy się wychowywanie dzieci przeciwko rodzicom. Długo na to czekałem.

Niestety, na gębę wiele rzeczy brzmi dobrze, szczególnie podczas kampanii wyborczej, ale gdy się je przeniesie na papier, nabierają innego znaczenia. Tak też się stało z pomysłem, aby rodzice mogli czuwać nad tym, jak szkoła wychowuje ich dzieci, i w razie czego się nie zgadzać. Gdy Andrzej Duda przygotował projekt ustawy, cacuszko zamieniło się w potwora. Okazało się, że nowe prawo posłuży jako miotła do wyrzucenia ze szkół organizacji, które są niemiłe PiS-owi, np. ZHP czy WOŚP, a proboszcz jak przychodził ze swoimi kazaniami do szkoły, tak będzie przychodził, bo proboszcz to człowiek, a Owsiak to instytucja.

Jak cacuszko stało się potworem

Raz można zrobić człowieka w konia. I tak też odebrały numer kuratora z Tęczowym Piątkiem pechowe organizatorki wydarzenia. Zrobiono nas w konia, ale za rok będziemy mądrzejsze – mówiły. Przygotujemy się i Tęczowy Piątek się odbędzie. Nikt się jednak nie spodziewał, że PiS rękami prezydenta zechce wprowadzić do oświatowego prawa stałe robienie nauczycieli w konia. To już nie jest majstersztyk. To potwór kraken, którego władza będzie mogła wypuszczać w dowolnej chwili na nauczycieli. Zrobicie coś, co nam się nie podoba, to wypuścimy na was krakena, aby was pożarł. Mnie już ciarki po plecach chodzą i odechciewa mi się zapraszać kogokolwiek do szkoły. „Jurek, wybacz, ale Cię nie zaproszę, choć dawniej miałem takie marzenie”.

Oto Andrzej Duda zaproponował ustawę-krakena, która wymaga od dyrektora przy okazji każdego wejścia osób spoza szkoły, np. na Tęczowy Piątek zaproszono Kampanię Przeciw Homofobii, przeprowadzenia referendum wśród rodziców, czy są za, czy przeciw. Zaproszona organizacja musiałaby najpierw dostarczyć szczegółowy plan swojej akcji w szkole, jak chce pokazać się dzieciom, krok po kroku, co zamierza robić (trzeba by potem sprawdzić, czy wykonanie co do joty zgadza się z planem, i na potrzeby kontroli opisać). Tenże konspekt dyrektor szkoły musiałby rozesłać wszystkim rodzicom, prosząc, aby w wyznaczonym terminie oddali głos.

Wynik głosowania decyduje, czy organizacja wejdzie do szkoły. Szybki Lopez wyrobiłby się ze wszystkimi zadaniami w dzień, natomiast dyrektor nawet przy najlepszych chęciach nie da rady uporać się z tym w miesiąc. Zresztą robota ta nie ma końca, gdyż – jak głosi projekt ustawy – „zgoda może zostać w każdym czasie [przez rodzica] cofnięta bez podawania przyczyny”. Jeśli w każdym czasie, to także w środku zdarzenia – i co wtedy? Wiadomo, robota głupiego.

Dyrektor pozbawiony władzy

Projekt ustawy to także świetny sposób na pozbawianie dyrektora władzy w szkole. Już teraz ten „szef-nieszef” niewiele może, np. nie może sam dyscyplinować swoich nauczycieli, musi bowiem oddawać każde wykroczenie, co do którego podejrzewa się, że narusza dobro dziecka, do rzecznika praw dyscyplinarnych (ZNP woła o zmianę tego przepisu, gdyż służy on ubezwłasnowolnieniu dyrektorów i zastraszeniu nauczycieli). Czarę goryczy, którą musi pić ten „nieszef”, przelewa jeszcze prezydent, proponując, aby dyrektor nie mógł decydować, kto spoza szkoły wesprze pedagogów w działaniach wychowawczych.

Decydować będą kupą wszyscy rodzice, a rola dyrektora ogranicza się jedynie do przeprowadzenia referendum. Konia z rzędem temu, kto zechce zająć się procedurą wysyłania informacji do wszystkich rodziców, zbierania ich głosów, dokumentowania ewentualnych zmian decyzji i ogarniania całego chaosu. Dyrektor szkoły na pewno będzie unikał tej sytuacji jak diabeł święconej wody. No i o to chodzi pisowskiej władzy. Dyrektorom odechce się sprowadzać do szkół takich organizacji jak ZHP czy WOŚP, nie mówiąc o Kampanii Przeciw Homofobii, tyle z tym będzie roboty i jeszcze więcej odpowiedzialności.

Oczywiście, nie musi tego wszystkiego robić dyrektor szkoły. On tylko odpowiada przed kuratorem za to, aby wychowywanie dzieci odbywało się zgodnie z prawem oświatowym. Referendum może przeprowadzić nauczyciel, któremu przyszło do głowy zorganizować Tęczowy Piątek i zaprosić z tej okazji jakąś organizację do szkoły. Mało pani czy panu roboty, to proszę jeszcze robić to idiotyczne referendum. Tylko żeby mi wszystko było solidnie udokumentowane, inaczej trafimy tam, dokąd PiS chce wysłać wszystkich, którzy nosili T-shirt z napisem „Konstytucja”. Innymi słowy, dyrekcja będzie każdego nauczyciela zniechęcała do jakiejkolwiek współpracy z zewnętrznymi podmiotami, bo roboty przy tym jest od groma, a ryzyko większe niż przy przechodzeniu przez autostradę w godzinach szczytu. Chce ktoś spróbować?

Nowe zasady oceniania nauczycieli

Parę dni temu wypełniałem arkusz samooceny. Oceniałem m.in., w jakim stopniu współpracowałem dla dobra szkoły z rożnymi organizacjami pozarządowymi. Czymś się tam wykazałem, żeby wstydu nie było. Obawiam się jednak, że zanim dyrekcja przeczyta moją samoocenę, zmieni się prawo oświatowe, i to, co było powodem do dumy i chwały, stanie się przedmiotem wstydu oraz strachu. A zatem pewnie będę musiał poprosić szefową, aby moje oświadczenie wyrzuciła do kosza, a ja przyniosę nowe: „Pani dyrektor, z nikim nie współpracowałem, żadnej organizacji do szkoły nie zapraszałem. A już na pewno nie miałem do czynienia z ZHP, WOŚP czy Kampanią Przeciw Homofobii”. Nawet mi przez myśl nie przeszło, aby którąś z tych organizacji sprowadzać przed oblicze uczniów. Kontakt z proboszczem oraz jego świetne kazania w zupełności dzieciom i młodzieży wystarczą.