Człowiek: największy pasożyt na naszej planecie? Ta książka Davida Attenborougha wstrząśnie każdym

natemat.pl

Michał Jaśko

CZŁOWIEK: NAJWIĘKSZY PASOŻYT NA NASZEJ PLANECIE? Ta książka Davida Attenborougha wstrząśnie każdym

Za oknem brudnoszare roztopy, które nijak mają się do śnieżnych zim, które pamiętam sprzed lat. Do tego gryzący smog oraz zalewane betonem i asfaltem skwery. W mojej dłoni: “Życie na naszej planecie. Moja historia, wasza przyszłość”, czyli książka, za którą stoi Sir David Frederick Attenborough; 95-latek będący najsłynniejszym biologiem na tej planecie, podróżnikiem, pisarzem oraz (już od roku 1954) wielką legendą telewizji. Jakie przemyślenia towarzyszą osobie, która zgłębia tę ekologiczną literaturę faktu?

Oto książka (dodajmy: stworzona z pomocą Jonniego Hughesa, reżysera filmu dokumentalnego o tym samym tytule) będąca zbiorem przemyśleń człowieka, który poświęcił całe życie na studiowanie świata przyrody. Co bardzo istotne, nie ograniczając się do wertowania zakurzonych woluminów w bibliotekach, przemierzając miliony kilometrów i docierając do najodleglejszych, najtrudniej dostępnych zakątków globu.

Cel owych, trwających długie dekady, eskapad? Naprawdę uważne przyjrzenie się środowisku naturalnemu i zrozumienie, w jaki sposób niszczymy je my, ludzie. Zgodnie z tytułem pierwszej części owej książki, mamy do czynienia z “zeznaniami naocznego świadka”, który postanowił po raz kolejny przemówić w sprawie ważnej jak żadna inna – stawką jest tutaj bowiem los całego naszego gatunku.

Ta pasjonująca opowieść zaczyna się od podsumowania długiego, pełnego przygód życia Brytyjczyka, który życiorysem mógłby obdzielić tuzin innych osób. Oto przenosimy się do roku 1937, czyli momentu, w którym wychowujący się w angielskim Leicester David ma 11 lat, a Ziemię zamieszkuje 2,3 miliarda osób. Jak zaznacza autor, to świat, w którym stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wynosi jedynie 280 ppm2, natomiast nietknięte ręką człowieka obszary zajmują aż 66 procent planety.

To właśnie wówczas w małym człowieku rodzi się wielka pasja. Odbywa pierwsze wyprawy (na razie ograniczają się do wycieczek rowerowych po okolicy), podczas których z fascynacją przygląda się skałom, skamielinom i najdrobniejszym elementom otoczenia, które pomagają mu w stopniowym pojmowaniu praw rządzących naturą. Autobiograficzna część książki kończy się w roku 2020, czyli momencie, w którym nasz gatunek, liczący już 7,8 miliarda przedstawicieli, doprowadził do sytuacji, w której stężenie CO2 w atmosferze podskoczyło do 415 ppm, przy okazji wydzierając naturze większość dzikich terenów – teraz stanowią zaledwie 35 procent powierzchni globu.

“W chwili, kiedy to piszę, mam dziewięćdziesiąt cztery lata. Przeżyłem naprawdę niezwykłe życie. Dopiero teraz to do mnie dociera. Miałem szczęście. Podróżowałem w dzikie miejsca i kręciłem filmy o stworzeniach, które je zamieszkują. Dzięki temu dobrze poznałem naszą planetę. Na własne oczy przekonałem się, jaka jest cudowna i różnorodna. Byłem świadkiem wspaniałych spektakli i poruszających dramatów. Kiedy byłem mały, jak wiele innych dzieci marzyłem o dalekich podróżach, chciałem oglądać nieskażoną przyrodę i odkrywać nowe gatunki. Trudno mi teraz uwierzyć, że przez znaczną część życia mogłem realizować te marzenia”. (fragm. książki).

Słynny biolog przechodzi do wyliczenia faktów, które naprawdę jeżą włos na głowie. Mamy tutaj bowiem do czynienia z czymś, co nie mogłoby powstać nawet w głowach najbardziej utalentowanych scenarzystów z Hollywood, specjalizujących się w tworzeniu filmów katastroficznych i horrorów. Otóż w ciągu ostatnich pięciu dekad ludzie zabili niemal 70 proc. gatunków zwierząt. Z powodu działalności Homo sapiens populacja ryb słodkowodnych zmniejszyła się o 80 procent, natomiast 30 procent zasobów ryb osiągnęło poziom krytyczny. O podobną wartość zmniejszyły się obszary porośnięte lasami namorzynowymi i połacie traw morskich.

Planeta utraciła również około połowy koralowców, do tego zbudowaliśmy ponad pięćdziesiąt tysięcy wielkich tam, które zakłócając bieg prawie wszystkich pokaźnych rzek, wpływają na temperaturę wody i w sposób drastyczny zmieniają pory tarła oraz migracji ryb. Jak dodaje Sir Attenborough, za jego życia zniknęła połowa terenów podmokłych. Drzewa? Wycinamy ich ponad 15 miliardów rocznie, redukując o 50 procent powierzchnię lasów deszczowych. Globalne temperatury? Są już o ponad stopień większe, niż średnie sprzed epoki przemysłowej.

To zaledwie niewielka część z dowodów, które przedstawia czytelnikowi ów naoczny świadek piekła, które człowiek zgotował własnemu gniazdu, czyli planecie Ziemi. Co nas czeka? To kolejna z rzeczy, które uświadamia nam brytyjski biolog. Tym razem wybiega o całe dekady do przodu, przedstawiając wizje (dodajmy: poparte twardymi dowodami naukowymi) dotyczące naszej przyszłości.

Pierwsza z nich zakłada, że człowiek nie zmienia swych zachowań. Wciąż gna przed siebie na złamanie karku, dzierżąc w dłoniach sztandar z napisem “Antropocentryzm” i eksploatując środowisko naturalne w sposób zaborczo-egoistyczny. Z uporem godnym szaleńca nadal wierzy w to, iż potencjał ekosystemu jest nieograniczony, żyje w błogim przekonaniu, że jego zasoby nie skończą się nigdy, tak więc może kontynuować coś, co autor książki nazywa Wielkim Przyspieszeniem.

Chodzi tutaj o proces, który rozpoczął się w latach 50. ub. wieku, gdy najdłuższy w historii okres względnego pokoju na świecie pozwolił społeczeństwom cieszyć się spokojem i wolnością, w efekcie umożliwiając im nieprawdopodobny wręcz rozwój. Dodajmy: rozwój za wszelką cenę; egoistyczny, bez myślenia o jego skutkach długofalowych.

“Boję się o ludzi, którzy doświadczą tego, co będzie się działo przez kolejne dziewięćdziesiąt lat, jeśli nie zmienimy swojego postępowania. Z najnowszych badań wynika, że przyroda jest na skraju zagłady. Proces już trwa i będzie przyspieszał, a skutki będą coraz poważniejsze, prowadząc do kolejnych zmian. Wszystko, co nauczyliśmy się brać za pewnik — usługi, które Ziemia świadczyła nam za darmo — wkrótce stanie się czymś nieoczywistym lub całkiem zniknie. Nadchodząca katastrofa może okazać się o wiele bardziej brzemienna w skutki niż wybuch w Czarnobylu i wszystko, co nas do tej pory spotkało”. (fragm. książki).

Co możemy zrobić w tej sytuacji? Otóż skorzystać z przemyśleń Sir Davida, który na kartach tej książki nie tylko przedstawia scenariusz (o niebo lepszego) świata, w którym człowiek jednak spowalnia swoją ofensywę, lecz również podsuwa całe mnóstwo konkretnych rozwiązań, które powinniśmy wcielić w życie. Już, teraz, zaraz, ponieważ na wdrożenie planu ratunkowego pozostało bardzo niewiele czasu. To jedyna metoda, która – być może – pozwoli uniknąć największej z katastrof w historii naszego gatunku. Tej, która zacznie się m. in. od niewyobrażalnej dotychczas ilości powodzi, pożarów i potężnych huraganów, a skończy się… unicestwieniem wszystkich ludzi. Wszystkich.

Oto przechodzimy do części trzeciej, zatytułowanej “Wizja przyszłości. Jak przywrócić dziką przyrodę”. Anglik przedstawia tutaj multum patentów na to, aby dalszy rozwój Homo sapiens przebiegał w świecie naprawdę zrównoważonym. Jak najszybsze przejście na energię odnawialną, ograniczenie wycinki lasów, masowe programy tworzenia nowych drzewostanów i rezerwatów morskich w oceanach. Ograniczenie nieskrępowanego niczym konsumpcjonizmu, który sprawia, że w sposób wręcz pogardliwy pochodzimy do pojęć takich jak “naprawa zużytych przedmiotów” i “recyckling” – bez czegoś, co określa mianem etosu samoograniczenia ani rusz. Do tego powinny dojść wielkie rewolucje w branży transportowej, rolnictwie oraz naszej diecie.

“My, ludzie, nie należymy ani do roślinożerców, ani do mięsożerców. Jesteśmy wszystkożerni, a nasza budowa umożliwia nam trawienie pokarmu zwierzęcego i roślinnego. Jednak w miarę bogacenia się mamy tendencję do zmieniania diety (…). W mojej młodości jedzenie było dość drogie. Nasze posiłki były więc mniej obfite i na pewno jedliśmy mniej mięsa. Traktowaliśmy je jako smakołyk na specjalne okazje. Dopiero niedawno weszło do powszechnego spożycia, ponieważ społeczeństwo się wzbogaciło. Produkcja mięsa stała się przemysłem, a ceny spadły. Nie wszyscy spożywają go tyle samo, zresztą podobnie jest z konsumpcją innych produktów. Przeciętny Amerykanin zjada ponad sto dwadzieścia kilogramów mięsa rocznie. Europejczycy spożywają od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu kilo. Na Kenijczyków przypada tylko szesnaście kilogramów na rok, przeciętny zaś obywatel Indii — kraju, w którym wegetarianizm jest popularny ze względu na przekonania religijne — je mniej niż cztery kilogramy”. (fragm. książki)

David Attenborough uświadamia nam również to, że walka z destrukcyjnymi praktykami, które dotykają przyrody, musi być połączona z pojęciem odpowiedzialności społecznej; rozumianym nie tylko jako doraźne formy wspierania najbiedniejszych mieszkańców planety, lecz także na humanitarnym (choć możliwie szybkim!) ustabilizowaniu światowej populacji na poziomie 9–11 miliardów poprzez wyciągnięcie ludzi z ubóstwa oraz wzmacnianie pozycji kobiet.

Co niezmiernie ważne, autor nie ograniczył się do przedstawiania rozmaitych pomysłów, dzięki którym zatrzymamy (bądź przynajmniej znacząco spowolnimy) destrukcję planety. Udowadnia również to, że wcielanie ich w życie jest po prostu… opłacalne z finansowego punktu widzenia. Jest realistą, który ma świadomość pewnego faktu: człowiek – istota z założenia zachłanna – działając w imię własnego dobrobytu może nie myśleć o dobru ogółu. Tak więc warto uświadomić mu, że wielkie majątki zbiją ci, którzy jako pierwsi zaczęli wcielać w życie idee “nowej rzeczywistości” (począwszy od tanich paneli fotowoltaicznych, na burgerach roślinnych skończywszy). Zwłaszcza wówczas, gdy politycy i liderzy biznesu zrozumieją w pełni skalę i tempo zmian środowiskowych, przestając dotować pewne branże, a w zamian wspierając energicznie zrównoważony rozwój.

Co uświadamia sobie czytelnik, który dociera do “Wniosków”, czyli ostatniej części tej lektury? Przede wszystkim to, że nasz gatunek ma przerażające wręcz skłonności samobójcze. Przemyślenia wielkiego biologa z Leicester nie pozostawiają bowiem złudzeń: krzywdząc środowisko, najbardziej krzywdzimy sami siebie. Przecież, jak przypomina Sir Attenborough, planeta przeżyła już masowe wymieranie rozmaitych gatunków. Tak więc o ile człowiek po prostu nie może przetrwać bez przyrody, ta bezproblemowo poradzi sobie bez pasożytującego na niej Homo sapiens.

Aby uświadomić ów fakt, autor tej książki zabiera nas do ukraińskiej Prypeci, czyli miasta ewakuowanego w roku 1986 po wspomnianej w jednym z cytatów awarii reaktora w czarobylskiej elektrowni atomowej. Widzimy miejsce, którym władają las, rozsadzające beton krzewy i bluszcz, który przesuwa cegły. Wśród bujnej roślinności pojawia się coraz więcej lisów, łosi, jeleni, dzików, żubrów, niedźwiedzi i szopów, tudzież mnóstwa innych zwierząt, których liczebność w innych miejscach spada.

Choć to dopiero luty, nie mam absolutnie żadnych wątpliwości: to zdecydowanie najbardziej poruszająca, najbardziej wartościowa i po prostu najmądrzejsza rzecz, jaka pojawiła się w tym roku na polskich półkach księgarskich. Czy jest przerażająca? Zgodnie z tytułem owej recenzji: tak, i to bardzo. Lecz jednocześnie pozwala nam wyciągnąć odpowiednie wnioski oraz podpowiada, co możemy zrobić, aby uniknąć samozagłady. W największym uproszczeniu: należy zastanowić się nad postępowaniem człowieka i zmienić je. A następnie pozwolić, aby przyroda naprawiła nasze – nawet najpoważniejsze – błędy. Wystarczy dać jej taką szansę.

“Homo sapiens, czyli człowiek myślący, musi zacząć uczyć się na błędach i stać się godnym własnej nazwy gatunkowej. To zadanie przypadło nam — wszystkim, którzy żyjemy obecnie. Nie wolno nam tracić nadziei. Mamy wszystko, co trzeba — rozum i pomysły miliardów niezwykłych ludzi, a także niezmierzoną energię naturalnego świata. I jeszcze coś, czego nie ma prawdopodobnie żaden inny gatunek — wizję przyszłości i wiedzę na temat drogi, która nas do niej doprowadzi. Jeszcze nie jest za późno. Możemy wszystko naprawić, ograniczyć wpływ na przyrodę, zmienić kierunek naszego rozwoju i przywrócić harmonijną relację z przyrodą. Musimy tylko chcieć. Mamy tylko kilkadziesiąt lat, by zbudować sobie bezpieczny dom i przywrócić cudowny, różnorodny i zdrowy świat, który odziedziczyliśmy po przodkach. Stawką jest nasza przyszłość na Ziemi — w jedynym znanym nam miejscu, w którym istnieje życie”. (fragm. książki)