Facebooka zalały zdjęcia z dzieciństwa. Ekspert ostrzega: Takie “łańcuszki” wiążą się z dużym ryzykiem

tokfm.pl

Facebooka zalały zdjęcia z dzieciństwa. Ekspert ostrzega: Takie “łańcuszki” wiążą się z dużym ryzykiem

W ramach facebookowego “łańcuszka” od kilku dni wiele osób publikuje swoje zdjęcia z dzieciństwa. – Pobudki stojące za takimi zabawami mogą pochodzić spoza naszych granic – komentuje dr Maciej Kawecki z Instytutu Lema.

W ostatnich dniach użytkownicy Facebook masowo publikują swoje zdjęcia z dzieciństwa. To efekt popularnego wyzwania, w ramach którego kolejne osoby namawiane są do pochwalenia się archiwalnymi fotografiami.

To sympatyczna zabawa, która pozwala na nostalgiczne wspominki i podtrzymywanie kontaktów podczas odizolowania w domu spowodowanego pandemią koronawirusa.

Eksperci przypominają jednak, że taka zabawa może mieć też drugie dno.

 Kwestia cyberbezpieczeństwa kraju

– Niemal wszystkie „łańcuszki” w mediach społecznościowych, oprócz dozy rozrywki, wiążą się z dużymi ryzykami. W zależności od tego, o jakim łańcuszku mówimy, łączą się one z zagrożeniem innych stref naszego życia – mówi w rozmowie z tokfm.pl dr Maciej Kawecki z Instytutu Lema, Dziekan WSB w Warszawie.

– Mogą siać dezinformację, mogą wiązać się z udostępnieniem intymnych informacji na nasz temat, też mogą wpływać na bezpieczeństwo w skali społecznej – kontynuuje.

Jak tłumaczy, również najnowszy łańcuszek powinien budzić obawy.

– Ta niby błaha zabawa może wiązać się z dużym niebezpieczeństwem. I nie chodzi tutaj tylko o to, że ujawniamy w sieci kolejne szczegóły dotyczące naszego życia prywatnego, a więc to skąd pochodzimy, jaki status majątkowy miała nasza rodzina, bo zdjęcia z naszej przeszłości często pokazują, kim byli nasi rodzice. Musimy pamiętać, kto jest bardzo często inicjatorem takich akcji – zauważa. I dodaje, że pobudki stojące za tego rodzaju „łańcuszkiem” mogą być dużo poważniejsze, niż zwykła zabawa i pochodzić spoza naszych granic.

– Masowa reakcja milionów Polaków na określone działania to dla inicjatora takiej akcji skarbnica wiedzy o naszym społeczeństwie. O tym, jak na przestrzeni lat nasz naród ewoluował, jak skorzy jesteśmy do udostępniania informacji na nasz temat, jakie były nasze historie. Udostępnione dla zabawy zdjęcie bez naszej świadomości staje się często fragmentem większej układanki, która służy potem do wymierzania bardziej celnych, zaplanowanych ataków na naszą przestrzeń cyfrową. Z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa naszego kraju, każde łańcuszki podwyższają takie ryzyko i co do tego nie mam żadnej wątpliwości – podkreśla dr Kawecki.

W jaki sposób algorytmy mogą wykorzystać nasze stare fotografie? – Udostępnienie zdjęć z przeszłości powoduje, że mechanizm uczy się, w jakim kierunku się zmieniamy i będzie w stanie nas rozpoznawać na przestrzeni lat na innych zdjęciach – tłumaczy ekspert.

Trudno powiedzieć, kto i w jaki sposób użyje naszych danych

Dr Sylwia Olczak, która specjalizuje się w bezpieczeństwie informacji, przypomina przypadek amerykańskiej firmy Clearview AI. Dostarcza ona oprogramowanie do rozpoznawania twarzy. Jak twierdzą przedstawiciele firmy, z ich usług korzystają głównie organy ścigania. Bazę danych – zdjęcia twarzy – Clearview AI pozyskał z mediów społecznościowych.

Na początku lutego br. Facebook zażądał, aby Clearview AI przestał wykorzystywać dane z sieci społecznościowych do kontrowersyjnej bazy danych informuje – CBSNews.

– Wrzucając więcej informacji o nas, ułatwiamy działania algorytmom, w przypadku zdjęć – algorytmom rozpoznawania twarzy. Dajemy swoje zdjęcia Facebookowi, ale trudno powiedzieć, kto i w jaki sposób może z nich jeszcze korzystać – przypomina dr Olczak. I radzi, żeby  przeglądanie starych zdjęć na spotkanie ze znajomymi po izolacji.