Jak nie zwariować w czasie izolacji

tvp.info

Terapeutka radzi. Jak nie zwariować w czasie izolacji?

W rodzinach pojawia się więcej kłótni – mówi psycholog Anna Wojtaszewska. W rozmowie z PAP odpowiada na pytanie z jakimi problemami natury psychicznej borykają się Polacy zmuszeni do izolacji.

Anna Wojtaszewska twierdzi, że podczas izolacji największym problemem jest „trudność poradzenia sobie z ograniczeniami i rodzącą się frustracją, wynikającą z braku wpływu na rzeczy, na które do tej pory mieliśmy wpływ”. – Z jednej strony wiele osób rozumie konieczność zapobiegania rozprzestrzeniania się wirusa i w pełni akceptuje zalecenia, stosuje się do nich i działa w imię wyższej konieczności. Jednak z drugiej strony, tej emocjonalnej, mocno przeżywa skutki zamknięcia w domu. Obecna sytuacja wymaga od ludzi ogromnej zdolności do adaptacji, czyli odnajdywania się na bieżąco w nowych okolicznościach. Jednak nie zawsze ten proces przebiega szybko i sprawnie – podkreśla.

– Pacjenci zgłaszają, że w rodzinach pojawia się więcej kłótni, które są sumą frustracji poszczególnych jej członków. Problemy wynikają również z nagłego rozczarowania niską jakością relacji, której wcześniej para nie dostrzegała. Pary funkcjonując dotychczas w biegu, skupione na codziennych i pilnych sprawach, stają w obliczu sytuacji, w której trudno jest ze sobą prawdziwie porozmawiać. Zauważają, że przez lata znacznie się od siebie oddalili. Takie odkrycia też są frustrujące.

Dzieci odcięte od środowiska rówieśników

Mówi też o dzieciach, które „odcięte od środowiska rówieśników, przeżywają dużo złości, której źródło nie zawsze jest oczywiste dla rodziców”. – Dlatego częściej wykrzyczą nam, że są wściekłe na beznadziejne śniadanie albo brak dostępu do telewizora. Niektóre z nich mają w szkołach prawdziwych powierników swoich nastoletnich problemów, inni zaś rozwinęli swoje pierwsze miłości, jeszcze inni grupę, która dostarczała rozrywki i zabawy.

Według psycholog, spore problemy można zauważyć też wśród osób, które do tej pory żyły indywidualnie. Grupa przyjaciół i środowisko pracy stanowiło dla nich miejsce do realizacji wielu potrzeb. Kiedy znaleźli się w kwarantannie, mocniej niż ludzie żyjący w rodzinie doświadczają poczucia wyłączenia, izolacji i braku wsparcia.

Negatywne emocje w rodzinie

– Początkowo wiele osób opowiadało, że pozostanie z rodziną w domu jest całkiem dobrym czasem. Wiązało nadzieje z nadrobieniem zaległości, które wynikały ze stałego bycia w ruchu i braku czasu dla siebie. Jednak wraz z przedłużającym się okresem izolacji, nawarstwianiem się problemów technicznych, próbą przeformułowania funkcjonowania domu, pojawiło się więcej negatywnych emocji. Każdy z nas potrzebuje również samotności i oddzielenia się. Niebywałe znaczenie mają też warunki mieszkaniowe, które nie zawsze pozwalają na skuteczne oddzielenie się od pozostałych – mówi Wojtaszewska.

Kolejnym elementem jest przejście przez firmy na system pracy zdalnej, a przez szkoły na e-learning. Rodzina musi zmierzyć się z wyzwaniami stawianymi przez życie w innej niż dotychczas formule. Rodzice niejednokrotnie przerywają pracę, by wytłumaczyć materiał szkolny albo go sprawdzić. Szkoły dotąd zapewniały wyżywienie w ciągu dnia, teraz obowiązek ten spada na rodziców.

Te sytuacje stają się testem na umiejętność pomieszczania frustracji. Niejednokrotnie taka sytuacja obciąża budżet rodzinny, generując kolejny problem do uniesienia. Nie zdajemy sobie sprawy, że w wielu rodzinach nie ma dwóch komputerów do pracy. Są rodziny, w których nie ma w ogóle możliwości na przeprowadzenia e-learingu.

Jak sobie radzić z izolacją, żeby nie zwariować?

– Ważne, by ustalić, na co mamy wpływ, a na co nie mamy wpływu – twierdzi Wojtaszewska. – Kiedy działamy w obrębie naszego wpływu, nie tylko pojawia się satysfakcja, ale rówież spada poziom stresu związany z utraconym status quo. Skupić się na rzeczach, które można zrobić, które kiedyś chciało się zrobić, spróbować czegoś nowego – to może okazać się zbawienne w czasie epidemii. Zauważa, że „warto również w tym czasie świadomie regulować ilość informacji, która do nas dopływa. Informacja jest ważnym elementem poczucia bezpieczeństwa, daje nam rozeznanie w świecie”. – Jednak kiedy stale wpatrujemy się w doniesienia o liczbie osób zakażonych i ryzyku związanym z zakażeniem, to nie tylko wzrasta w nas poziom lęku, ale również taka ilość doniesień przytłacza i pozbawia nas sił do działania – zauważa.

Zrozummy się nawzajem

– Zachęcam do tego, aby starać się lepiej zrozumieć członków naszych rodzin, pamiętać o przyjaciołach, wykazać się większą niż zwykle empatią, po to, by pomóc im przetrwać te trudne chwile kwarantanny. Wszyscy w czasach powszechnego zagrożenia powinniśmy być dla siebie podporą. Pandemia zmusza nas do tego, byśmy stale odnajdywali się na bieżąco. Jest dla nas testem, czy potrafimy działać inaczej niż dotychczas – podkreśla.

Psycholog Anna Wojtaszewska w czasie pandemii COVID-19 prowadzi bezpłatne konsultacje i sesje terapuetyczne online na www.pomocpsychologiczna.org.

 ————————————————————————————————————————————–

tokfm.pl

Rodzina w izolacji – najpierw podporządkowanie, potem konflikt. Psycholog grupy o tym, co dzieje się między nami a naszymi bliskimi

Zamknięci w czterech ścianach, zdani wyłącznie na swoje towarzystwo, z limitowanym wychodzeniem na zewnątrz – tak wygląda teraz życie rodzin. Do tego wysoki poziom lęku, podsycany jeszcze przez kolejne zagrożenia i informacje. Psychologia grupowa jest w stanie opisać zjawiska, do jakich wtedy dochodzi.

Jerzy Dmuchowski, superwizor psychoterapii oraz superwizor treningu grupowego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, jeden ze współtwórców polskiej szkoły psychologii grupowej, opowiadał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u o tym, co się dzieje w rodzinach podczas sytuacji długotrwałego zagrożenia.

Jego zdaniem obecnie – kiedy towarzyszy nam wysoki poziom niepokoju związany z epidemią koronawirusa – celem grupy czy rodziny będzie obniżenie poziomu strachu. – Czyli sprawienie czegoś, żebyśmy się mniej bali. Takimi sposobami na to obniżenie lęku będzie podporządkowanie się osobie czy osobom, które są postrzegane jako autorytety. W rodzinie to pewnie będzie głowa rodziny – tłumaczył. Co dzieje się dalej? Głowę rodziny czy lidera zaczyna się postrzegać w sposób nieco odbiegający od rzeczywistości. – Jest on widziany jako nadmiernie silny, nadmiernie mądry, nadmiernie przebiegły, kompetentny, a jednocześnie taki życzliwy nam, nastawiony na nas, chcący nam zapewnić bezpieczeństwo – wymieniał ekspert.

Zmienia się jednak także nasze zachowanie jako członków grupy czy rodziny. – Stajemy się jakby słabsi, niż w istocie jesteśmy. Myślimy jakoś gorzej niż zwykle. Jesteśmy niepewni, zagubieni, krusi. Mamy potrzebę bycia poprowadzonym, bycia ukojonym, bycia kołysanym. I gdzieś tam żywimy przekonanie, że jeżeli tylko się podporządkujemy temu liderowi czy głowie rodziny, jeżeli się damy poprowadzić, to wszystko będzie dobrze, to znajdziemy bezpieczeństwo, przetrwamy, jakoś sobie damy radę z tym wszystkim – wskazywał gość TOK FM. Dodał, że będzie to czas, kiedy grupa będzie unikała wewnętrznego konfliktu, a jej członkowie we wzajemnych podobieństwach uzyskiwać będą poczucie bezpieczeństwa.

Narodziny konfliktu

Sytuacja zmieni się jednak, jeśli stres będzie trwać zbyt długo. Wtedy opisane wcześniej sposoby okażą się niewystarczające do obniżania poziomu lęku.

– I wtedy zaczyna się rodzić konflikt. To, co było tłumione do tej pory, czyli jakaś irytacja, rozdrażnienie, gniew, wrogość zaczyna się wydobywać na powierzchnię i zaczynamy się ze sobą spierać, różnić się, konfliktować. Kultura grupy się zmienia na taką waleczną. Jest dużo niechęci, złości, irytacji. I wtedy właśnie to staje się sposobem na radzenie sobie z lękiem – wyjaśniał Jerzy Dmuchowski, podkreślając, że nie jest wówczas ważne, o co się kłócimy, ale po prostu to, by się spierać. – Bo to jest to, co daje bezpieczeństwo – ocenił.

W jaki sposób powinien zachować się w takiej sytuacji mądry lider? – Lider stoi jakby nad tym konfliktem. On też w dalszym ciągu daje bezpieczeństwo. On się w ten konflikt nie włącza. On jakby panuje nad tym wszystkim. Daje temu jakąś ramę (…). On tego nie będzie podsycał i też grupa nie tego od niego oczekuje. Oczekuje od niego, żeby on nad tym czuwał. Żeby był ponad konfliktem, żeby się w niego nie włączał – przekonywał specjalista.

Etap “konfliktu” nie jest jednak ostatnim, który przechodzi grupa w sytuacji długotrwałego zagrożenia. Co stanie się potem? Jak wyjaśnia ekspert, prawdopodobnie rodzina po jakimś czasie wróci do sposobów zachowania, które obrała na początku. – Wróci do tego bycia grzecznym, miłym, podporządkowanym. Ten konflikt, ta różnorodność wygaśnie – zaznaczył. A potem znów zapewne pojawi się konflikt.

Co gość TOK FM radzi polskim rodzinom, które spędzą w izolacji od innych osób jeszcze sporo czasu?

– Gdyby to miała być jedna rada, to bym myślał o tym, żeby ze sobą rozmawiać, żeby starać się utrzymać autentyczną rozmowę – podsumował psychoterapeuta.