Jak wygląda niemiecka szkoła podczas pandemii koronawirusa?

Edukacja na świecie / By / 25/03/2020

OKIEM NAUCZYCIELA

JAK WYGLĄDA NIEMIECKA SZKOŁA PODCZAS PANDEMII KORONAWIRUSA?

Czy szkoły w Niemczech są zamknięte tak, jak w Polsce? Czy nauczyciele uczą tam zdalnie, a uczniowie w domach? Czy realizowana jest podstawa programowa i stawiane oceny? Czy odbywają się zaplanowane egzaminy? O realiach szkoły za zachodnią granicą opowiada Aneta Hintermeyer nauczycielka i matka dwojga uczących się dzieci.

Aneta Hintermeyer pracuje jako nauczycielka w klasach I–IV (dzieci w wieku 6–10 lat) w jednej z Grundschule (szkole  podstawowej) landu Nadrenia-Palatynat (Rheinland Pfalz, zachodnia część Niemiec). Jest matką 12-letniej uczennicy 6 klasy “Gymnasium” (prawie 1000 uczniów  w wieku 10–19 lat, szkoła kończy się maturą) i 21-letniego syna uczącego się w systemie dualnym. Syn studiuje na kierunku informatyka przemysłowa – integracja systemów IT prowadzonym wspólnie przez uczelnię i pracodawcę.

Niemiecka szkoła, a pandemia koronawirusa

Priorytety – co jest najważniejsze?

– Jak wygląda niemiecka szkoła podczas pandemii?

– Konkretna sytuacja zależy od landu, bo szkolnictwo nie jest zarządzane centralnie. Jednak najogólniej rzecz biorąc, rząd federalny, rządy landów, władze oświatowe, dyrekcje szkół, myślą przede wszystkim o sytuacji kraju i społeczeństwa. O tym, jak przetrwać. Od początku pandemii koronawirusa w Niemczech zachorowało już  27,5 tys. pacjentów. W chwili kiedy rozmawiamy zmarło już 149 osób. W naszym landzie Nadrenii-Palatynacie mamy 185 pacjentów na OIOM-ie i 29 ofiar śmiertelnych. Nasz land graniczy z Francją. Przyjmujemy w tej chwili pacjentów z Francji, na OIOM-y, bo tam już nie ma miejsc w szpitalach. Mamy problem z zaspokojeniem podstawowych potrzeb, w moim miasteczku non stop jest problem z papierem toaletowym i mydłem. Codziennie w Niemczech wykonuje się ponad 160 000 testów. Jak na polskie warunki – dużo. Jak na realia – za mało. Nie są w stanie testować każdego. Tylko tych z wyraźnymi symptomami lub po bezpośrednim kontakcie z kimś, kto już choruje (trzeba podać jego dane). Po ulicach od poniedziałku w całych Niemczech można poruszać się tylko w dwuosobowych grupach. Kto rozsądny w tej sytuacji myślałby o robieniu sprawdzianów i stawianiu ocen? Z tego, co obserwuję, 99% rodziców jest obecnie zajętych własną organizacja dnia, własnymi problemami, obawami, problemami. No przecież paskudztwem jest teraz wymagać, by jeszcze przejęli rolę edukatarów. A do tego sprowadzałby się taki system, jaki właśnie jest wprowadzony w Polsce.

– Czy szkoły są zamknięte, jak w Polsce?

– Nie, ale zmieniła się ich funkcja. Każda szkoła mająca uczniów do lat 12 jest obecnie zobowiązana do zorganizowania „opieki koniecznej” nad dziećmi strategicznych grup zawodowych. Czyli z takich rodzin, gdzie rodzice zaangażowani są w bezpośrednią walkę z pandemią i dostarczenia usług pierwszej potrzeby mieszkańcom kraju. Są to w zasadzie cztery grupy zawodowe. Przede wszystkim personel medyczny: lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, Poza tym publiczne służby mundurowe pilnujące bezpieczeństwa wewnętrznego i niosące pomoc – policja, straż pożarna, wojsko. Trzecią grupą jest personel w sklepach spożywczych. Ostatnią nauczyciele i opiekunowie z gmin, którzy zajmują się sprawowaniem dyżuru podczas “opieki koniecznej” w szkole.

– Jaka jest rola niemieckich nauczycieli w tej sytuacji poza sprawowaniem “opieki koniecznej” na dyżurach?

– Przede wszystkim wsparcie i dostarczenie zajęcia uczniom, które pozwoli czymś zaprzątać głowę.  Właśnie telefonowała do rodziców wychowawczyni córki – kobieta po 60, z prawie 40 letnim stażem. Dowiadywała się, jak dzieci organizują sobie czas, czy są zdrowe, jak sobie radzą bez przyjaciół. I czy mamy dostęp do oferowanych materiałów. Nie było pytania, ile już zrobili. Tylko czy mamy możliwość. Przecież dzieci też bardzo przeżywają obecną sytuację: bez przyjaciół, bez ustalonego porządku dnia, w izolacji. Nawet książek wypożyczyć nie można, księgarnie i biblioteki zamknięte, nie każde ma czytnik… Dzieci też mają oczy i uszy. Są bombardowane liczbami, przeżywają ograniczenia. Właśnie odwołałam wizytę córki u dentysty. Byliśmy trzy tygodnie temu na lakowaniu, teraz miała mieć wymianę plomby. Boi się, nie chce teraz tam iść. Więc dzieci też się boją. I zakładamy, że tak jest wszędzie. Więc nasze ministerstwo i dyrekcja naszej szkoły widzą to tak: jest, jak jest, zróbmy to, co w obecnej sytuacji można zrobić. Nie snujmy planów, nie zadajmy, nie gdybajmy. Róbmy to, co jest właśnie najbardziej potrzebne podczas pandemii. Jak mogę, jako nauczyciel, wymagać teraz, by poświęcili 100% zdalnemu uczeniu się? I tak jako nauczyciele do tego podchodzimy: oferujemy możliwość nauki, zabicie czasu … Nie mamy prawa i nie możemy wymagać!

Realizacja podstawy programowej

–  A co z realizacją podstawy programowej?

–  Nikt się tutaj aż tak bardzo nią nie przejmuje, Zwłaszcza w klasach młodszych. Serio: tutaj NIKT w tej chwili nie interesuje się tematem jakiejkolwiek szkoły. Niemiecka oświata traktuje obowiązek szkolny baaardzo poważnie. Ale zawsze hołduje nadrzędnej zasadzie: Die  Sicherheit und Gesundheit gehen vor! Czyli “Bezpieczeństwo i zdrowie mają bezwzględny priorytet”. Jest to ujęte w każdym regulaminie szkolnym, w każdym landzie, w każdej szkole, obojętnie jakiego typu. To rodzic, nie szkoła, w szczególnych warunkach – takich jak zagrożenie epidemią – decyduje, czy pośle jego dziecko do szkoły. Szkoła ma tylko zagwarantować opiekę minimalną, bez prowadzenia zajęć dydaktycznych. Wszystko inne, realizacja programu itd jest zawsze na drugim miejscu, ZAWSZE. Wszyscy więc w szkole myślimy teraz, żeby jakoś zająć czymś uczniów w domach, zabić ich nudę. Nie, żeby ich czegoś nauczyć. Przetrwać – to nasze główne zadanie. Dostałam oficjalny list z Gymnasium mojej córki, jako rodzic i członek rady rodziców. Wymowa jest jasna – w tej chwili absolutnie nie może być mowy i nie ma mowy o jakichkolwiek ocenach przerabianego obecnie przez uczniów materiału. W stosownym czasie będą się kontaktować z prawnikami oświatowymi i znajdziemy rozwiązanie. Żaden uczeń nie może być poszkodowany oceną, bo NIKT nie ma wpływu na obecną sytuację. Najważniejsze jest teraz nasze zdrowie i życie.

– To trzeba będzie dużo nadrobić po powrocie?

– Właśnie podali do publicznej wiadomości: ministrowie oświaty poszczególnych landów zgodzili się, że rok szkolny nie będzie powtórzony. Na początku też takie propozycje padały. Bo każdy z nas jest świadom, że w warunkach domowych nie jesteśmy w stanie, z pozycji dziecka, rodzica i nawet nauczyciela ogarnąć materiału z 4–5 m-cy (w naszym landzie rok szkolny kończy się dopiero w połowie lipca).  Ale są rzeczy ważne i ważniejsze. W tej sytuacji jakoś wspólnie będziemy myśleli co dalej, jak tylko pandemia się skończy. Nie czas na to teraz.

„Opieka konieczna” w szkole

– Co trzeba zrobić, żeby szkoła zaopiekowała się dzieckiem w ramach “opieki koniecznej”?

– Warunkiem jest, żeby oboje rodziców w tym czasie pracowali we wspomnianych zawodach i byli na dyżurze w pracy. Sekretariaty szkół pilnują grafików dostarczonych przez pracodawców rodziców i nauczyciele dyżurujący dostają imienną listę dzieci, które mają prawo do opieki.

– To bardzo rygorystyczne kryteria. Rodzice nie protestowali?

– Niektórzy na początku tak, zwłaszcza ci, gdzie tylko jedno z nich ma zawód z grupy strategicznej i opieka szkoły w takim przypadku nie przysługuje. Jednak bardzo szybko poszli po rozum do głowy. Po dwóch dniach i odmowie jednak okazywało się, że każdy „odrzucony” rodzic znajdował jednak opiekę dla dziecka. Mało tego. Nawet rodzice upoważnieni do “opieki koniecznej” szybko szukali innych możliwości, żeby dzieci mogły zostać pod opieką krewnych w domach. To znacznie bezpieczniejsze, niż przebywanie w szkołach. Już drugiego dnia opieki było mniej uczniów, niż pierwszego. W jednej szkole zgodnie z prawem mogą być maksymalnie dwie grupy “opieki koniecznej”, maksymalnie po 10 uczniów każda. W tej chwili w naszej szkole tych dzieci mamy obecnie tylko ośmioro. Po 1,5 tygodnia funkcjonowania opieki koniecznej wiemy, że w naszym landzie na jedną grupę opiekuńczą przypada obecnie średnio 2,5 dziecka.

– Jak konkretnie wygląda opieka nad uczniami w murach szkoły?

–  Mamy w szkołach dyżury, po kilka osób każdego dnia. Jako nauczyciele mamy status urzędników  publicznych i mamy w związku z tym Dienstpflicht, czyli obowiązek służby. Nauczyciele zapewniają więc opiekę od 7.30–13.00. Potem dopiero, na pozostałe 3 godziny, opiekę przejmują 2–3 panie zatrudnione przez gminę. Uczniowie to grupa zwykle zróżnicowana wiekowo, trudno byłoby poprowadzić dla nich spójne zajęcia. Dlatego pracują pod opieką nauczycieli dyżurujących nad materiałami, które dostają od nauczycieli przedmiotowych. Albo w formie papierowej, albo w formie planu tygodniowego, np. matematyka, podręcznik str. 55, zadania 1–5. Czasem oglądamy z dziećmi jakiś film, niekoniecznie edukacyjny. Dzieci nie mogą przebywać w grupie, bawić się razem. Muszą siedzieć w odległości dwóch metrów od siebie. Nie mogą pożyczać sobie zabawek, ołówków, kredek… Mamy nastawiony dzwonek szkolny na co godzinę. Dzwoni gong – idą wszyscy myć i dezynfekować ręce, śpiewając przy tym dwa razy “Happy Birthday”. Bo tyle powinno to trwać. Jeżeli tylko dziecko źle się poczuje, rodzic ma je natychmiast odebrać lub wskazać osobę, która to zrobi. Bezpieczeństwo innych uczniów i nauczycieli przede wszystkim.

– Dyżury są obowiązkowe dla nauczycieli?

– Tak, ale z obowiązku dyżuru w szkole zwolnione są u nas osoby powyżej 60 roku życia – u nas dwie koleżanki. Także  osoby posiadający trudną sytuację opiekuńczą lub zdrowotną. Nie musi przychodzić znajoma nauczycielka, żona chorego na stwardnienie rozsiane, matka 3-letniego dziecka. Podobnie inna, z niepełnosprawnym synem, chorującym na wrodzony brak odporności. Tym osobom chcemy teraz zapewnić szczególne bezpieczeństwo.

Materiały dla uczniów on-line

– A co z resztą nauczycieli? Siedzą w domach?

– Na początku mieliśmy się spotykać wszyscy, raz lub dwa w tygodniu, w poniedziałek i piątek. Jednak, ze względu na sytuację, bardzo szybko dyrekcja szkoły zadecydowała, że w szkole mogą przebywać tylko nauczyciele dyżurujący. Po co stwarzać niepotrzebne zagrożenie gromadząc się tylko dla samej zasady?

– To co robią nauczyciele przebywający w domu?

– Pracują, ale na zasadzie dużej dobrowolności. Podobnie jak w Polskiej szkole nie mamy szkolnych laptopów, drukarek, skanerów, kamerek. Każdy z nas pracuje na tym, co ma w domu. W rodzinie mamy dwa laptopy (mój i męża), każdy swoją komórkę. Z mojego laptopa korzysta starszy syn, córka i ja.  Ja z rana, córka w południe, syn po pracy (wieczorem). Trudno więc, aby władze oświatowe czy dyrekcja szkoły miały jakieś wymagania odnośnie sposobu albo formy prowadzonych zajęć. Do tego dochodzą ograniczenia formalne. Nie możemy nawet prawnie wymagać od rodzica podania adresu mailowego wbrew jego woli ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych.

– Jak wygląda nauczanie zdalne?

– Nijak. Nie ma mowy o “nauczaniu” zdalnym czyli “Unterrichten”. Mowa jest właśnie tylko i wyłącznie o “Angebot” czyli ofercie. Większość szkół w regionie korzysta z platformy Moodle, nazywanej  “Bildungsplatform” czyli platformą oświatową. To inicjatywa ministerstwa edukacji, które wybrało kilka lat temu, podpisało umowę na korzystanie, opłaca uczestnictwo. Szkoła podpina się tylko, ma tam miniserwer dla klas wirtualnych. Poza epidemią Moodle wykorzystywane jest przez nauczycieli głównie w celach organizacyjnych. Nie mamy e-dzienników, więc właśnie tam umieszczali np. plany lekcji przed początkiem każdego roku, w trakcie roku szkolnego plan wszystkich ćwiczeń i zadań domowych z danego tygodnia. Jako miejsce do umieszczania materiałów dla uczniów Moodle wykorzystywany był tylko w przypadku dłuższej nieobecności ucznia, żeby mógł skorzystać z nich w domu. Podczas epidemii Moodle wykorzystywany jest do zamieszczania “oferty” przygotowanej przez poszczególnych nauczycieli. Umieszczane są zadania, materiały edukacyjne, linki. Ale jako opcja dla ucznia, a nie zadanie obowiązkowe. Uczeń może, ale nie musi wysłać do sprawdzenia nauczycielowi. Do sprawdzenia, ale nie do oceny. Czyli jest to bardziej narzędzie e-learingowe do samodzielnego uczenia się uczniów. Także do zdobywania wiedzy przez rodziców, którzy też mają tam konta na serwerze szkoły. A nie jest to narzędzie do nauczania dla nauczycieli. Jednak sposób wykorzystania e-learningu zależy od stopnia digitalizacji szkół. Naprawdę dobrze jest w gimnazjach – które można porównać z połączeniem polskich gimnazjum sprzed reformy i liceum. Kończą się maturą, kształcą do studiów, domyślnie – elity. Gorzej w podstawówkach i przygotowujących do zawody “Realschule”, które kończy się po 10 klasie i nie daje prawa do studiowania.

Uczniowie bez dostępu do treści on-line

– A co z rodzicami, którzy nie mają dostępu do internetu? Jak wygląda nauka zdalna offline?

– Po liczbach logowania wynika, że ok 75% uczniów korzysta z nauki w Internecie. Dla pozostałych 25% robimy wydruki, które można odebrać w szkole. Nauczyciel przedmiotu wysyła internetem wiadomość do nauczycieli dyżurujących, co trzeba wydrukować. Jeśli ktoś z rodziców chce, może materiały odebrać albo codziennie, albo co parę dni. Nauczyciel wydaje materiały z zachowaniem środków bezpieczeństwa – w  rękawiczkach i masce.

Ocenianie pracy uczniów

– A sprawdzanie treści zadanych przez internet lub odebranych na wydrukach?

– Jak mówiłam – o jakichkolwiek ocenach nie ma teraz mowy! Także po kwarantannie nie będzie żadnego sprawdzania obowiązkowego przerobionego w jej czasie materiału. Jesteśmy oferodawcą materiałów do nauki, a nie strażnikiem uczniów. Organizujemy po prostu dzieciakom „materiały edukacyjne”. Co rodzice i uczniowie z tym zrobią, to już ich sprawa. Może zabrzmieć to, jak spychanie odpowiedzialności przez nauczycieli, ale tak nie jest. Jesteśmy realistami, podobnie jak nauczyciele okolicznych szkół. Nie mamy prawa wymagać od rodziców/uczniów, by z tym wszystkim dawali sobie fizycznie radę. Byłoby to nie tylko nieetyczne, ale bezowocne. Nie wspominając o  pomocy dzieciom, w samym ogarnianiu materiału. W naszej szkole rodzice jednej trzeciej uczniów nie komunikują się w języku niemieckim. Jak mieliby w tej sytuacji pomagać swoim dzieciom w nauce? Poza tym znamy sytuację materialną rodzin z naszej okolicy. Bez pytania wiemy, że wielu rodziców w naszej szkole nie ma w domu laptopa, jedynie komórkę. Nie mają też drukarek, a nie pójdą wydrukować materiałów ze szkoły do copy shopu lub księgarni (mieliśmy taką usługę). Te miejsca są od tygodnia ustawowo zamknięte. No więc drukujemy w szkole sami dla rodziców. Kto z rodziców i uczniów chce, może sfotografować rozwiązania i przesłać na stronę. Także w pracy on-line na platformie Moodle jest opcja przesłania pracy lub ćwiczenia do sprawdzenia przez nauczyciela, ale oczywiście tylko dla chętnych. Nauczyciel wtedy sprawdzi. Ale powtarzam, to opcja: uczeń „może”, a nie „musi”. Nie mamy wręcz prawa tego wymagać. Mówi się co najwyżej, że niektórzy nauczyciele będą po powrocie zbierać zeszyty i teczki z zadaniami, że będą oceny za CAŁOŚĆ, włożony wkład pracy. Nie za postępy w nauce.

Sytuacja maturzystów i studentów

– A co z egzaminami szkolnymi?

– Pisemne egzaminy w naszym landzie są tradycyjnie na początku stycznia. Odbyły się więc normalnie, bo koronawirusa nie było jeszcze w Europie. Maturzyści od marca mają, tak czy siak, wolne, niezależnie od epidemii. Przygotowują się w tym czasie domu do ustnych matur. Zaczęły się w zeszłym tygodniu, w czwartek i piątek i trwają przez cały bieżący tydzień. Przebiegają w ustalonym terminie, ale to zależy od landu. U nas podjęły decyzję, że matury ustne mają odbywać się, tyle, że  z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Dwumetrowy co najmniej odstęp między obecnymi w sali egzaminacyjnej. Maseczki i rękawiczki. Uczniowie mają zakaz gromadzenia się przed salą egzaminacyjną, czekają na podwórzu szkolnym. Każdy abiturient ma podane widełki czasowe. Nie ma potrzeby, żeby ktoś, kto ma egzamin między 10.30–11.00 przyszedł już o 8.00. I się stosują, wchodzą do budynku pojedynczo. Budynek zwykle jest duży, wszystkie sale do dyspozycji. Przesunięto na “nie wiadomo kiedy” jedynie bal maturalny, a koncert galowy szkoły przeniesiono na razie na połowę września. Taki koncert odbywa się nie tylko w szkołach średnich. W mojej mieliśmy mieć święto szkoły w połowie maja i już wiemy, że został skasowany.

– Jak sytuacja z maturą w innych landach?

– Większość ma już je praktycznie za sobą, zakończy pojutrze ustne. Ministrowie edukacji poszczególnych landów dogadali się. Absolutnym priorytetem są tylko i wyłącznie egzaminy maturalne. Wszystko inne w szkołach średnich jest nieważne. Teraz każdy land ma prawo te terminy dopasować i przesunąć. W Bawarii matury miały terminowo odbyć się na koniec kwietnia. Przesunięte mają być na maj. Schleswig Holstein chciał w ogóle zrezygnować z matur i wystawić stopnie na podstawie dotychczasowych ocen i osiągnięć. Ale ponoć nie ma potrzeby, jest to do ogarnięcia. Przecież wszyscy nie muszą pisać wszystkiego w parę dni, można to rozciągnąć w czasie. Uczniowie mają na czas otrzymać swoje świadectwa maturalne, żeby mogli startować na studia bez problemu. Żaden uczeń nie będzie poszkodowany, tak zapewniają władze.

– A co w przypadku studentów?

– Mój syn uczy się na zasadach dualnych: 1–2 dni w tygodniu na uczelni, pozostałe w firmie  Vensys Energy. To dość duże przedsiębiorstwo, zatrudnia 350 osób. Jeżeli z jakiegoś powodu nie jest w szkole (tak, ferie też się liczą, nie ma ferii, ma urlop)– musi być w firmie. Większość pracowników pozostaje na miejscach pracy, nieliczni w home office. Laptopy i telefony do pracy zdalnej dostali zatrudnieni na pozycjach kluczowych. Firma nie była w stanie zakupić i oprogramować tyłu laptopów na raz. Syn z kolegami, zamiast zajmować się „swoją działką”, przy swoim biurku, stoi od tygodnia wraz z kolegami na recepcji, dyżur co 2 godziny, Wcześniej recepcję obsługiwały dwie panie po 50-tce. By je chronić że względu na wiek, przesunięto je do wewnątrz firmy, żeby nie miały bezpośrednio kontaktu z przedstawicielami handlowymi. Tak się teraz stawia u nas priorytety. Ochrona potrzebujących, która też może być nauką i wartościowym doświadczeniem.

Postawa ministerstwa edukacji

– A co na to minister edukacji?

– Na stronach serwisu naszego ministerstwa edukacji  jest wyjaśnione, że nauczyciele nie muszą przebywać cały czas na terenie placówki, jest to nawet niewskazane. Ważna była obecność w ciągu pierwszych dwóch dni po zamknięciu szkoły, by ustalić tryb pracy, podzielić się dyżurami, dowiedzieć wszystkiego na temat naszego punktu “opieki koniecznej”. Że należy szczególną opieką otoczyć pracowników 60+. Że szkoły i poszczególni nauczyciele są zobowiązani do przedstawienia „oferty oświatowej” swoim uczniom i ich rodzicom, a ci powinni z niej regularnie korzystać. Nie ma nic o realizacji programu, tylko o ofercie –  Bildungsangebot. Bo realizacja „programu” odbywa się w danej placówce oświatowej, nie w domu uczniów. W jakim zakresie każdy nauczyciel tę swoją ofertę oświatowa uczniom przedstawi, to już jego indywidualna sprawa. I w jakim wymiarze. Chodzi raczej o to, by zorganizować uczniom jakiekolwiek zajęcie, wypełnić mu w sposób sensowny jego czas. A nie żeby realizować jakieś ambitne plany i dokonywać ich ewaluacji

– Jak to wyglądało od strony formalnej? Czy dyrektorzy i nauczyciele mają jakieś dodatkowe obowiązki od władz? Na przykład opracowanie dokumentów dla rodziców o zasadach w nauki szkole podczas epidemii – jak w polskiej szkole?

– Wszystko zostało odgórnie uregulowane przez ministerstwo. Dostaliśmy konkretne wytyczne, jak ma się to odbywać. Przede wszystkim dotyczące zasad organizacji „opieki koniecznej”, głównej funkcji szkoły podczas epidemii. Do tego jeszcze dodatkowe obwarowania ze strony miejscowego Gesundheitsamt’u, odpowiedniku sanepidu o zasadach bezpieczeństwa. Minister napisał jeszcze do nauczycieli kilka zdań zachęty i podziękowania za dotychczasowe wysiłki. W samej szkole i w innych okolicznych przygotowaliśmy wspólnie jeden list otwarty dla rodziców i rozdaliśmy w szkole w ostatnim dniu zajęć. Podaliśmy drogi komunikowania się, zasady bezpieczeństwa i to wszystko.

– Minister chce przesunięcia roku szkolnego?

– Ten rok szkolny będzie normalnie zakończony w całym kraju. Czy tak będzie? Trudno powiedzieć, bo nie wiadomo czy pandemia będzie trwała jeszcze miesiąc, czy kilka miesięcy.

Nastroje i pensje nauczycieli

– Jakie nastroje panują wśród nauczycieli?

– Dominuje poczucie niepewności, zawieszenia. Nikt nie wie, ile to potrwa. Na razie za godziny etatowe mamy płacone normalnie, 100%. Jak będzie za parę miesięcy, tego nikt nie wie. Powrót po świętach do szkoły jest baaardzo nierealny, patrząc na dzisiejsze dane z Instytutu Kocha koordynującego krajową walkę z chorobą. Także poza szkołą staramy się pomóc w epidemii. Dostaliśmy jako nauczyciele prośbę od Mirosławy Ponickiej, minister edukacji Nadrenii-Palatynatu. Prosi nas o pomoc w obsłudze administracji Gesundheitsamt’ów, ambulatoriach gorączkowych (zgłaszają się tam pacjenci po informację), w domach opieki nad seniorami, w szpitalach, opracowanie list kontaktowych, opracowywanie protokołów, kontrolę wejść. Minister edukacji zachęca nas do pomocy w obsłudze infolinii – pomocy w odpowiedziach na zapytania oraz w mediach i pracy edukacyjnej w mediach społecznościowych. Minister napisała do nas “Każdy człowiek będzie teraz potrzebny – ze wszystkich branż, także ze szkół. Pan/Pani jako nauczyciel ma ku temu solidne kwalifikacje. Jeżeli ponadto dysponuje Pan/Pani dodatkowo wykształceniem w kierunku opieki, zdrowia, ratownictwa lub medycyny, to bardzo prosimy zgłaszać się wirusowych sztabach kryzysowych”. Mamy teraz zająć się TYM, kto tylko może, a nie gdybać i  wymyślać cuda edukacyjne na kiju. Moje dwie koleżanki ze szkoły już się zgłosiły. Są młode, nie mają dzieci, małżonków. Zaryzykowały, żeby pomóc. Większość z nas też tak myśli. Inne priorytety. Aż się skończy pandemia. Założę się, że gdy w Polsce liczby zakażonych poszybują w tysiące (spoooko, nam też zajęło dojście najpierw do tysiąca, ale potem było już z górki), to polscy rodzice też przekwalifikują swoje priorytety. I “edukacja bombelka” i martwienie się o realizację planu przez nauczyciela zejdzie na plan dalszy. A minister edukacji zejdzie wreszcie na ziemię. Na razie buja wysoko w obłokach.

– Co jest dla Pani najtrudniejsze w tej sytuacji?

– Poczucie bezsilności, zwłaszcza wobec dzieci tak zwanych „niższych klas” społecznych. Mają w tej chwili przechlapane. Rodzice często sami na bakier z nauką i pracą. Zazwyczaj kiepsko wykształconych rodziców, często na zasiłku. W małym mieszkaniu, liczna rodzina. Nie chcemy im dokładać dodatkowej „cegiełki” w postaci obowiązkowych zadań.  Dlaczego w tej chwili dziecko nauczyciela ma być w sytuacji uprzywilejowanej, ma mieć lepiej niż dziecko uchodźcy z Syrii. To tylko dziecko. W warunkach szkolnych połowa naszych uczniów była pod dodatkową opieką w tzw. szkole dziennej. Codziennie pod okiem nauczyciela odrabianie zadań. Przygotowanie do prac klasowych. Zajęcia ruchowe, artystyczne.  Nie mogę odwiedzić ich w domu. Możemy pomóc w zalogowaniu się, drukować materiały do odbioru. Ale fizycznie nie możemy być z uczniami. A to w młodszych klasach podstawa. Jak zdalnie zaopiekować te dzieci teraz?

– Dziękuję za rozmowę.