“Kreatywne informowanie” i “efekt poniedziałku”. Działania rządu wokół danych o pandemii

onet.pl

Paulina Zywar 

2.12.2020 r.

“KREATYWNE INFORMOWANIE” I “EFEKT PONIEDZIAŁKU”. DZIAŁANIA RZĄDU WOKÓŁ DANYCH O PANDEMII

– Patrząc na dane napływające z Ministerstwa Zdrowia, nie sposób nie odnieść wrażenia, że są one co najmniej podejrzane – twierdzi dr Maciej Jasiński, autor bloga fizykwyjasnia.pl. A o “zgubionych” przez resort 22 tys. przypadków mówi: – Albo zabrakło tam kompetencji, albo ktoś manipuluje danymi.

– Nie będę miał żadnego sposobu na sprawdzenie czy analizuję faktyczny obraz przebiegu epidemii w Polsce, czy skuteczność polityki informacyjnej prowadzonej przez Ministerstwo Zdrowia – mówi o uruchomieniu nowej strony resortu z prezentowaniem danych dr Jasiński.

Fizyk kwestionuje także zaskakująco niską liczbę zachorowań, którą podał w poniedziałek 30 listopada resort – było to 5 tys. 736 przypadków. “Z tak wyraźnym »efektem poniedziałku« nie mieliśmy jeszcze dotychczas do czynienia” – uważa naukowiec.

O “zgubionych” przez resort 22 tys. przypadków naukowiec mówi: jeśli maturzysta (chodzi o Michała Rogalskiego – red.) z osobami, które mu pomagały wprowadzać dane do arkusza, dali radę wychwycić błąd, to trudno uwierzyć w to, że machina Ministerstwa Zdrowia mogła temu nie podołać.

Dr Jasiński odniósł się też do wykresu, który opublikowano kilka dni temu na profilu Kancelarii Premiera. – Ktoś chyba wpadł na pomysł, że jeśli będziemy pokazywać wykresy, których nikt nie zrozumie, to będzie lepiej – komentuje w rozmowie z Onetem autor bloga fizykwyjasnia.pl

Dr Maciej Jasiński od miesięcy analizował dane, które podawały sanepidy i na tej podstawie tworzył prognozy rozwoju pandemii w Polsce. Jak sam mówi, były to modele oparte na prostych obliczeniach matematycznych, tworzone na podstawie ogólnodostępnych danych historycznych.

Kilka dni temu Ministerstwo Zdrowia odcięło dr. Jasińskiemu możliwość prowadzenia takich prognoz. W jaki sposób? Jasiński mówi, że nie wiadomo już, czy dane, które resort podaje, są wiarygodne.

– Takie embargo na dane pozostawia duże pole do wątpliwości. Istnieje ryzyko, że przedstawiane przeze mnie analizy, które opierały się dotychczas wyłącznie na historycznych danych odnośnie liczby zakażeń w naszym kraju, mogłyby być teraz nierzetelne i wprowadzać czytelników w błąd – mówi w rozmowie z Onetem.

– Nie będę miał żadnego sposobu na sprawdzenie czy analizuję faktyczny obraz przebiegu epidemii w Polsce, czy skuteczność polityki informacyjnej prowadzonej przez Ministerstwo Zdrowia – dodaje.

Możliwości zweryfikowania poprawności danych, które podaje resort, odmówiono też wszystkim innym niezależnym analitykom, tworzącym modele prognostyczne na bazie danych, podawanych przez sanepid.

– To jawny przykład wprowadzania monopolu na informacje i uniemożliwienie prowadzenia jakiejkolwiek kontroli obywatelskiej dotyczącej raportowania danych na temat epidemii – mówi dr Jasiński i na Facebooku ogłasza, że “jest zmuszony zawiesić przedstawianie cotygodniowych prognoz i analiz w dotychczasowej formie”.

MOCNY SPADEK ZAKAŻEŃ, CZYLI “EFEKT PONIEDZIAŁKU”

Fizyk kwestionuje także zaskakująco niską liczbę zachorowań, którą podało w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia.

“Z tak wyraźnym »efektem poniedziałku« nie mieliśmy jeszcze dotychczas do czynienia. Dzisiejsza bardzo niska liczba stwierdzonych zakażeń: 5736 stanowi mniej niż 50% liczby zakażeń obserwowanych wczoraj. Patrząc na dane napływające z Ministerstwa Zdrowia, nie sposób odnieść wrażenia, że są one co najmniej podejrzane” – napisał w poniedziałek na swoim blogu dr Jasiński.

W rozmowie z Onetem wyjaśnił, skąd biorą się te podejrzenia.

Pojawiają się pewne zaburzenia w informacjach MZ, jak na przykład “zgubione” 22 tys. przypadków, trudno też nie zauważyć, że te dane wyjątkowo szaleją w ostatnich dniach – wyjaśnia. – Jeśli się to skoreluje z informacjami medialnymi z ostatniego tygodnia oraz z tymi pochodzącymi od osób, które analizują dane niezależnie, to trudno uznać dane resortu za wiarygodne i rzetelne.

Jak podawał na Twitterze Michał Rogalski, który analizuje dane o pandemii w Polsce, już w pierwszej połowie listopada przekroczyliśmy próg kwarantanny narodowej.

Pytamy, czy można podejrzewać, że było to celowe działanie rządu, który nie mógł pozwolić sobie na całkowite zamknięcie gospodarki.

Zdaniem fizyka, nie ma podstaw, żeby powiedzieć, że rząd falsyfikuje dane o zakażeniach.

– Ale gdyby to zrobił, to teraz nie będzie możliwości sprawdzenia – zaznacza dr Jasiński. Podkreśla też, że dla nikogo nie jest tajemnicą, że krótko po tym, gdy zauważono nieścisłości dot. słynnych już 22 tys. zgubionych przypadków, wydano zakaz publikowania danych przez sanepidy.

Na pytanie, czy rząd prowadzi w takim razie tzw. kreatywną księgowość, odpowiada: – Odpowiedź zależy od tego czy wierzymy w błędy i niedoskonałości systemu przekazywania informacji przez sanepid, czy w to, że zostało to zrobione celowo – mówi.

– Dla podpowiedzi powiem, że jeśli maturzysta (chodzi o Michała Rogalskiego – red.) z osobami, które mu pomagały wprowadzać dane do arkusza, dali radę wychwycić błąd, to trudno uwierzyć w to, że machina Ministerstwa Zdrowia mogła temu nie podołać. Albo zabrakło tam kompetencji, albo ktoś manipuluje danymi – mówi już wprost rozmówca Onetu.

Dodaje też, że dla niego, jako naukowca, oczywiste jest, że każdego rodzaju wyniki i analizy powinny być możliwe do zweryfikowania. – Jeśli możliwości sprawdzenia danych nie ma, to trudno jest im ufać – tłumaczy.

WYGRYWAMY Z PANDEMIĄ VS. NIEWŁAŚCIWIE TESTUJEMY

Dr Maciej Jasiński zauważa, że “szalejące” dane dotyczące zakażeń w Polsce mogą wynikać ze złej polityki testowania. Bo mniej zakażeń nie oznacza, że wygrywamy z pandemią, jak ogłosił zaledwie dwa dni temu premier Mateusz Morawiecki.

– Straciłem zaufanie do informacji podawanych przez ministerstwo. Te dane, które podaje resort mogą być efektem różnych sytuacji, jak choćby tego, że coraz więcej ludzi nie zgłasza się, by test przeprowadzić lub wcale nie dzwoni do lekarza, nawet gdy ma objawy – wyjaśnia. – Nie robimy też testów na koniec kwarantanny, więc nie wiemy, czy ludzie są zdrowi w momencie, gdy kończy się okres izolacji.

Zdaniem dr. Jasińskiego liczba testów przeprowadzanych w ciągu dnia nie musi wpływać na liczbę pozytywnych wyników. Dlaczego tak jest?

– W sytuacji, w której testujemy tylko osoby, które są podejrzewane o zakażenie, to liczba testów generowana jest przez zapotrzebowanie na nie – twierdzi naukowiec. Mówiąc prościej – nie powinno się kierować na testy wyłącznie osób, które mają objawy, bo to w żaden sposób nie oddaje sytuacji pandemicznej w kraju.

Fizyk uważa, że jest na to inny sposób. – Gdybyśmy od początku epidemii robili testy przesiewowe, na przykład badali co tydzień 10 tysięcy osób, ale nie tych, które są podejrzewane o zakażenie, tylko wybierając losowo osoby, które są z różnych środowisk – mniej i bardziej narażonych na zakażenie – to na podstawie takiej próby losowej, bylibyśmy w stanie dużo bardziej realnie określić to, jak rozwija się pandemia w Polsce – mówi.

– Czyli jeśli w każdym kolejnym tygodniu testowania, byłoby mniej lub więcej chorych w takiej losowej próbie, to informacje o rozprzestrzenianiu się wirusa w kraju, byłyby bardziej dokładne i wiarygodne.

KREATYWNE INFORMOWANIE

Kilka dni temu uwagę dr Jasińskiego przykuł też wykres, który udostępniła na swoim profilu na Facebooku Kancelaria Premiera. Nie był on opatrzony żadnym komentarzem, grafikę podpisano jedynie słowami “Sytuacja pandemiczna w Polsce”.

Można to nazwać kreatywną prezentacją informacji – mówi naukowiec i spieszy z wyjaśnieniem, że do tej pory Ministerstwo Zdrowia przedstawiało zrozumiałe dla wszystkich dane, czyli codzienne liczby zachorowań. Z nową grafiką jest jednak coś nie tak.

– Do tego wykresu dołożono nową krzywą, która została nazwana “dynamiką tygodniową”. Patrząc na tę krzywą, można było odnieść wrażenie, że teraz jest lepiej niż wtedy, kiedy mieliśmy w październiku 5 tys. zakażeń dziennie (a kilka dni temu to było ponad 20 tys. codziennie) – wyjaśnia dr Jasiński.

– Żeby nie wprowadzać czytelników w błąd wyjaśnię, że ta krzywa ma matematyczny sens – nie jest to krzywa, narysowana przez grafika, rzeczywiście powstała na podstawie analizy danych. Jednak nigdy wcześniej się jej nie przedstawiało opinii publicznej – mówi fizyk i dodaje, że krzywa nie przedstawia sytuacji pandemicznej, tylko dynamikę zmian zachorowań.

– Jest ona znana w matematyce i fizyce pod pojęciem pochodnej. Ale na wykresie nie jest to wykazane ani wyjaśnione. Co więcej, pochodną rzadko przedstawia się w formie procentowej, jak to miało miejsce na wykresie ministerstwa – tłumaczy dr Jasiński. – Dlatego niewprawiony odbiorca, patrząc na wykres, mógł uznać, że choroba ustępuje. Tymczasem analiza tej krzywej nie uprawnia do takich wniosków. Jest użyteczna dla tych, którzy zajmują się analizowaniem przebiegu pandemii i tego, jakie efekty przynoszą wprowadzane obostrzenia.

– Ktoś chyba wpadł na pomysł, że jeśli będziemy pokazywać wykresy, których nikt nie zrozumie, to będzie lepiej – komentuje w rozmowie z Onetem. – Podejrzewam, że analitykom z ministerstwa zlecono znalezienie jakiegoś sposobu analizy danych, który przedstawiony na wykresie pokaże, że jest lepiej. Dane nie kłamią, ale trzeba wiedzieć kiedy i w jaki sposób je pokazywać.