Maseczek lepiej nie zdejmować. Daleko do odporności zbiorowej

Marcin Rotkiewicz

polityka.pl

MASECZEK LEPIEJ NIE ZDEJMOWAĆ. DALEKO DO ODPORNOŚCI ZBIOROWEJ

Kiedy uzyskamy odporność zbiorową? Po odpowiedź m.in. na to pytanie zapraszamy do naszego Pandemicznego Przeglądu Naukowego Tygodnia.

Covid-19 to temat numer jeden na całym świecie – każdego dnia pojawiają się setki nowych informacji o chorobie, samym patogenie, ich wpływie na nasz organizm i środowisko. Przejrzeliśmy je za was i przedstawiamy wybór tych najważniejszych i najciekawszych z ostatniego tygodnia.

Maseczki skutecznie chronią przed koronawirusem. Lepiej ich nie zdejmować

Tygodnik naukowy „Science” opublikował bardzo ciekawy artykuł o zasadności noszenia maseczek autorstwa trojga badaczy z USA i Tajwanu. Piszą oni, że wirus SARS-CoV-2 znajduje się nie tylko w większych kropelkach śliny, które powstają, gdy ktoś kicha lub kaszle, ale również w aerozolach, czyli mieszaninie powietrza i małych cząsteczek płynu liczących poniżej 5 mikrometrów (milionowych części metra), powstających m.in. podczas mówienia.

Naukowcy piszą, że dobrym porównaniem dla rozchodzenia się aerozolu jest dym papierosowy, który też zawiera mikroskopijne cząsteczki substancji powstających w trakcie spalania. Wprawdzie nie wiadomo jeszcze, jaka ilość wirusa w aerozolu potrafi skutecznie zainfekować organizm człowieka, ale udokumentowano, że właśnie w ten sposób drogą powietrzną atakują nas inne wirusy: SARS, odry i ospy wietrznej. Dlatego autorzy publikacji w „Science” zdecydowanie zalecają noszenie maseczek tam, gdzie można spotkać innych ludzi, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach, m.in. samolotach, restauracjach, szpitalach czy przychodniach. Tym bardziej że prawidłowo założona maseczka, nawet ta domowej roboty, zmniejsza prawdopodobieństwo infekcji.

O skuteczności tej formy prewencji mogą świadczyć dane na temat pandemii: najlepiej radzą sobie kraje takie jak Tajwan, Korea Południowa czy Singapur, gdzie władze nakazały powszechne noszenie maseczek. Przy czym Tajwan nie wprowadził dystansowania społecznego, a mimo to odnotował dotąd tylko 442 potwierdzone przypadki infekcji i siedem zgonów, choć jego populacja jest porównywalna ze stanem Nowy Jork, gdzie zakażeń i zgonów jest odpowiednio setki tysięcy i dziesiątki tysięcy.

Chomiki pomagają badać skuteczność maseczek

O maseczkach napisał również tygodnik „Economist”, m.in. publikując interesujące zestawienie liczb z pierwszych 60 dni epidemii (od wykrycia pierwszych 30 potwierdzonych przypadków Covid-19) w ośmiu krajach. Pokazują one, że tam, gdzie wprowadzono dystansowanie społeczne oraz obowiązkowe noszenie maseczek albo tylko to drugie, dzienne przyrosty liczby infekcji były nawet kilka razy mniejsze niż w państwach, które początkowo zaordynowały wyłącznie dystansowanie.

„Economist” przypomina również publikację z ubiegłego miesiąca w „Nature Medicine”. Wynika z niej, że nawet zawinięta wokół twarzy ściereczka przechwytuje 60 proc. mikroskopijnych kropelek wody, podczas gdy maseczka chirurgiczna – 75 proc. Tygodnik pisze równocześnie, że choć mamy już sporo danych sugerujących skuteczność maseczek w zapobieganiu, a przynajmniej znacznym spowalnianiu rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2, to nadal brak rozstrzygających dowodów. Problem w tym, że naukowcy nie mogą przeprowadzić eksperymentu, w którym część ludzi nosiłaby maseczki, a część nie, gdyż byłoby to nieetyczne wobec tej pierwszej grupy – potencjalnie bardziej narażonej na infekcję koronawirusem.

Dlatego trochę zdesperowani badacze z Hong Kong University przeprowadzili eksperyment z udziałem… chomików. Umieścili w dwóch klatkach zakażone oraz zdrowe zwierzęta. Wstawili również wentylator, który podmuchem powietrza przenosił wirusy. Następnie między klatkami, na drodze podmuchu, umieszczali rozprostowaną maseczkę. Wyniki: bez maseczki dwie trzecie zdrowych chomików zostało zainfekowanych w ciągu tygodnia. Z maseczką umieszczoną bliżej zdrowych zwierząt (odpowiednik noszenia jej przez zdrowych ludzi): jedna trzecia złapała koronawirusa. Z maseczką bliżej chorych: tylko jedna szósta została zainfekowana.

 Odporność zbiorowa jeszcze za mała, by chronić przed koronawirusem

„New York Times” podsumowuje dotychczasową wiedzę na temat liczby osób, które zachorowały lub przeszły bezobjawowo infekcję koronawirusem w różnych rejonach świata. Jest na razie dość ograniczona, gdyż większe badania (chodzi o testy serologiczne) sprawdzające, czy w organizmach ludzi znajdują się specyficzne przeciwciała będące śladem infekcji, dopiero są przeprowadzane.

Aczkolwiek wnioski płynące z tego, co na razie wiadomo, sugerują, że jeszcze daleko do wytworzenia tzw. odporności zbiorowej (stadnej). Tworzy się ona wtedy, gdy odpowiedni procent osób w danej populacji uodporni się na patogen, a dzięki temu przestanie on się rozprzestrzeniać. Naukowcy szacują, że w przypadku SARS-CoV-2 próg odporności zbiorowej wynosi między 60 a 80 proc. populacji. Tymczasem nawet w miejscach będących ogniskami epidemii jest na razie niski: w Nowym Jorku wynosi 19,9 proc., w Londynie 17,5 proc., w Wuhanie 10 proc. (to dane z końca kwietnia i tylko wśród osób wracających do pracy), w Madrycie 11,3 proc., a w Sztokholmie 7,3 proc.

Badania nad chlorochiną niebezpieczne dla naukowców

Wokół dwóch leków antymalarycznych i przeciwzapalnych, chlorochiny i hydroksychlorochiny, narosło tyle emocji, że zajmowanie się nimi stało się wręcz groźne dla naukowców. „Lancet” opisuje perypetie dr. Marcusa Lacerda z International Clinical Malaria Research Center w Manaus w Brazylii. Był on jednym z badaczy odpowiedzialnych za testy kliniczne zastosowania chlorochiny u chorych na Covid-19, w które zaangażowało się 21 placówek naukowych z Brazylii, Hiszpanii i Mozambiku. Kiedy pojawiły się pierwsze dane wskazujące, że lek nie działa, pod adresem naukowca posypały się groźby.

Dlatego na dwa tygodnie przyznano mu nawet ochronę policji. Część tych ataków była inspirowana politycznie. Na przykład Micheal Coudrey, amerykański konserwatywny aktywista, pisał, że badania chlorochiny koordynowane przez Lecarda zostały sfinansowane przez lewicę. Naukowca zaatakował też populistyczny brazylijski prezydent Jair Bolsonaro, nazywając testy kliniczne „fałszywymi i mającymi na celu zdemonizowanie chlorochiny”. Tymczasem kolejne prace potwierdziły nieskuteczność obydwu leków przeciwmalarycznych w walce z Covid-19.

Wirus przeskoczył na ludzi z nietoperzy i łuskowców

Kolejne wyniki badań potwierdzają, że SARS-CoV-2 najprawdopodobniej pochodzi od zwierząt – można przeczytać w czasopiśmie „Science Advances”. Naukowcy przeanalizowali pełne genomy trzech szczepów koronawirusów atakujących nietoperze i łuskowce, podobnych do tego odpowiadającego za obecną pandemię wśród ludzi. Autorzy badań szczególnie dokładnie przyjrzeli się strukturom patogenów, dzięki którym „włamują się” one do komórek gospodarzy. I potwierdzili, że SARS-CoV-2 ma zwierzęce pochodzenie.

Oprócz nietoperzy w powstanie ludzkiego koronawirusa „zaangażowane” były łuskowce. Dlatego, piszą autorzy badania, należy maksymalnie zredukować w przyszłości kontakt ludzi z tymi dzikimi zwierzętami, jeśli chcemy ochronić się przed kolejną epidemią. Do analogicznych wniosków doszły wcześniej inne zespoły badaczy.


Marcin Rotkiewicz

Zastępca kierownika działu naukowego, w tygodniku „Polityka” od 2001 r. Absolwent dziennikarstwa i filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz stypendysta Knight Science Journalism Program w Massachusetts Institute of Technology. Popularyzuje wiedzę przede wszystkim na temat biotechnologii, ewolucji naczelnych i neuronauki. Interesuje się również teoriami pseudonaukowymi i spiskowymi. Dwukrotnie nominowany do Nagrody Grand Press w kategoriach dziennikarstwo specjalistyczne i publicystyka. Autor wywiadów rzek: z prof. Jerzym Vetulanim pt. „Mózg i błazen” oraz z prof. Bogdanem Wojciszke pt. „Homo nie całkiem sapiens”. Napisał również „W królestwie Monszatana”, za którą otrzymał nagrodę redaktorów portalu Mądre Książki w ramach konkursu organizowanego przez Uniwersytet Jagielloński i Fundację Popularyzacji Nauki im. Euklidesa.