Na maturze łatwiej już nie będzie. PiS ma bat na uczniów

 

polityka.pl

Dariusz Chętkowski

NA MATURZE ŁATWIEJ JUŻ NIE BĘDZIE. PIS MA BAT NA UCZNIÓW

Kolejne roczniki będą przystępować do matury opartej na rozdętych podstawach programowych wymyślonych przed pandemią, gdy edukacja online nikomu się nie śniła. Wielu obawia się, i to całkiem słusznie, że to może być rzeź.

W liceach dzieje się coś niezwykłego. Klasy trzecie po gimnazjum, które za prawie osiem miesięcy będą zdawać maturę (maj 2022), nie przejmują się. Uczą się tyle, o ile. Natomiast klasy trzecie po szkole podstawowej, które do egzaminu maturalnego mają prawie dwa lata (maj 2023), panikują. Widać, że boją się, iż matury mogą nie zdać.

Dzieje się tak, ponieważ w 2022 r. absolwenci nadal będą zdawać maturę okrojoną, tylko na podstawie specjalnie utworzonych wymagań egzaminacyjnych (podobnie jak w tym roku). Natomiast kolejne roczniki będą przystępować do matury opartej na rozdętych podstawach programowych z roku 2018, czyli wymyślonych przed pandemią, gdy edukacja online nikomu się nie śniła. Wielu obawia się, i to całkiem słusznie, że to może być rzeź.

CKE publikuje ostateczne wyniki matury

W tym roku matury okrojonej, znacznie łatwiejszej, bez egzaminów ustnych, ostatecznie nie zdała co szósta osoba (w liceach co siódma, a w technikach co czwarta). 17 proc. tegorocznych absolwentów będzie musiało – jeśli chce studiować – egzamin pisać jeszcze raz za rok.

Choć 17 proc. to w przeliczeniu aż ok. 47 tys. głów, za dwa lata nowej matury może nie zdać znacznie więcej absolwentów. Optymistycznie licząc, to może być dwa razy tyle (ok. 100 tys. osób), a pesymistycznie – nawet ok. 150 tys. (co drugi maturzysta). To nie jest sen wariata, to bardzo prawdopodobny scenariusz zdarzeń. Wymagania dla absolwentów czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum są bowiem horrendalne.

Bez korepetycji nie zdasz matury

Młodzież doskonale wie, co ją czeka. Gdy jeden rocznik przygotowuje się do egzaminów na luzie, wiedząc, iż zda ją z palcem w nosie, drugi wyrywa sobie włosy z głowy i szuka ratunku. Jeszcze nigdy telefony nauczycieli nie były tak rozgrzane od próśb w sprawach korepetycji. Uczniowie chcieliby zacząć natychmiast. Ludzie dzwonią nie tylko do matematyków czy anglistów, ale nawet do polonistów.

I to nie są przyszłoroczni absolwenci, lecz ci, którzy z egzaminami zmierzą się dopiero za dwa lata (matura 2023). Nie chcą jednak zwlekać, gdyż dobrze wiedzą, że za rok, gdy strach dopadnie wszystkich, miejsc u dobrych korepetytorów nie będzie. Wolne miejsca zostaną tylko u kiepskich albo nie będzie ich wcale. Kto nie zadba o siebie teraz, za rok obudzi się z ręką w nocniku.

Dobry czy zły minister?

Poloniści mają mieszane uczucia wobec ministra Czarnka. Jako nauczyciele są wściekli, że muszą gonić z materiałem. To właściwie nie jest nauka, lecz strzelanie do uczniów kolejnymi lekturami. Licealista zamienia się w szkole w rachmistrza spisowego, który na każdej lekcji notuje informację potrzebną do zdania matury. Żeby zdążyć „przerobić” wszystkie obowiązkowe lektury, trzeba dzieła „spisywać”, a nie czytać i omawiać. Nie ma czasu na przedyskutowanie problemów, należy sporządzić notatkę o lekturze i koniec, byle dalej i dalej. Ręce opadają, co się dzieje na lekcjach języka polskiego w XXI w. Gombrowiczowski profesor Bladaczka byłby zapewne zadowolony, natomiast młodzież i nauczyciele są wściekli.

Jednak jako korepetytorzy poloniści są wdzięczni ministrowi Czarnkowi. Swoimi głupimi decyzjami nagania nam uczniów na korepetycje, czego nie uczynił żaden z ministrów. Jeśli bowiem matury w wersji „lajtowej” nie zdało w tym roku prawie 50 tys. absolwentów, to ile osób nie zda jej w wersji „hardcorowej” za dwa lata? Jak dobrze pójdzie, to co trzeci, a jak źle – co jest bardzo prawdopodobne – to nawet co drugi. Nie trzeba być licencjonowanym wróżbitą, aby widzieć siebie w gronie tych, którzy na „czarnkowej” maturze w 2023 r. polegną. Dlatego młodzież wali na korepetycje.

Wraca przepisywanie podręczników

Nie liczę osób, którym odmówiłem przyjęcia na prywatne lekcje. Na prawo i lewo trąbię, iż nie udzielam korepetycji, a ludzie i tak dzwonią. Może bym zrobił wyjątek? Nie liczę też, ilu zrozpaczonym osobom poleciłem kolegę lub koleżankę po fachu. Jednak nauczyciele nie są z gumy. Co i rusz ktoś informuje, że wystarczy. A przecież tu chodzi o korepetycje z języka polskiego, a nie z matematyki. Strach pomyśleć, co się dzieje w przedmiotach ścisłych.

Naprawdę minister Czarnek ma szansę zapisać się w historii edukacji jako pożyteczny idiota. Komu jak komu, ale korepetytorom robi dobrze, nawet aż za dobrze. Jednak jako ojciec licealistki, która będzie zdawać „czarnkową” maturę, zgrzytam zębami ze złości. Nauka polskiego stała się bowiem koszmarem, a poznawanie literatury obrzydliwością. Z innymi przedmiotami też nie jest lekko: wraca dyktowanie gotowych treści, bo tak jest szybciej. O pobudzaniu do innowacyjności można w polskiej szkole zapomnieć.

Co zrobi Czarnek?

Chodzą słuchy, że minister trzyma młodzież w niepewności, a tak naprawdę ogłosi na kilka miesięcy przed egzaminami, iż pierwszy rocznik maturzystów po szkole podstawowej również będzie zdawał maturę okrojoną. Matura 2023 będzie oparta na podstawie łatwych wymagań egzaminacyjnych, a nie w oparciu o rozdęte i trudne podstawy programowe. Czarnek pokaże, iż ma serce dla nastolatków, choć przecież nie wszyscy na taki gest zasłużyli.

Minister mógł ukarać młodzież za masowe wypisywanie się z lekcji religii, za posługiwanie się znakiem błyskawicy na zajęciach, za uleganie lewackim wpływom, a jednak tego nie zrobił. Okazał łaskę i dał kolejnemu rocznikowi szansę na studiowanie. Matura w 2023 r. również może być łatwa, więc nie zda jej „tylko” ok. 20 proc., a nie 50. Kochajcie władzę – sugeruje Czarnek – a będziecie mieli łatwiejsze egzaminy. Szanujcie ministra, bo możecie dostać gorszego, który nie będzie się nad wami litował.

Czarnek lubi posłuch

Co jednak się stanie z kolejnymi rocznikami maturzystów? Jaka matura będzie dla tych, którzy dopiero zaczęli naukę w liceach i technikach? PiS tworzy prawo oświatowe, które nie jest oparte na zasadach współczesnej pedagogiki (cele nauczania powinny być powiązane z potrzebami uczniów), lecz na widzimisię ministra. Jak Czarnek zechce, to obniży wymagania maturalne, a jak nie zechce, bo się obrazi na młodzież, to wymagania podwyższy. Gdy samowola ministra jest prawem powszechnym, mamy do czynienia z najbardziej obrzydliwym systemem edukacji.

Uczeń ma prawo wiedzieć, jakim wymaganiom egzaminacyjnym musi sprostać i dlaczego właśnie takim. Odpowiedź, że takim, jakie chce minister, jest poniżej krytyki. Oświata to nie zapyziałe gospodarstwo rolne, aby rządzić nią metodami folwarcznymi. Tymczasem prymitywizm wyziera z każdego słowa ministra, jest wręcz jak z Mrożka: „Nie bójcie się, byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię. Ja jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być”. Jak uczniowie będą jeździć do miejsc pamięci i kultu, tak miłe ministrowi, to i władza będzie dla nich łaskawa.

PiS ma bat na uczniów

Jaka będzie matura w 2023 r. i w kolejnych latach, łatwa czy trudna, zależy więc od postawy młodzieży. Zależy od tego, czy uczniowie będą słuchać, co mówi minister. A minister mówi wiele o patriotyzmie i bogobojności. Przestańcie chodzić na parady równości, słuchajcie księży, czytajcie Jana Pawła II, poznawajcie kard. Wyszyńskiego, nie zaprzątajcie sobie głowy hasłami w rodzaju „róbta, co chceta”. Dla posłusznych matura będzie taka jak w tym roku: 83-procentowa zdawalność, w liceach 87-proc. Jaka będzie matura dla nieposłusznych – straszy Czarnek – lepiej się nie przekonać na własnej skórze.