O izolacji, lekcjach zdalnych i szkole opowiadają uczniowie i nauczyciel

oko.press

Anton Ambroziak

IZOLACJA? TRUDNA. LEKCJE ZDALNE? MOGŁYBY ZOSTAĆ. A SZKOŁA? – ODPOWIADAJĄ UCZNIOWIE I NAUCZYCIEL

Kuba: “Niektórzy nauczyciele zadają nam prace bezsensowne. Tylko kopiuj, wklej, odeślij, dziękuję”. Hubert: “Gubimy się w całym miszmaszu”. Amelia: “Brakuje mi szkoły. Uczę się, ale żeby mieć z głowy”. Paweł, nauczyciel: “Skoro niedługo wracamy do szkoły, to warto sobie postawić pytanie po co, co jest najistotniejsze?”

Paweł Nawrocki, nauczyciel historii i WOS-u w Zespole Szkół Poligraficznych w Warszawie, w niezwykłej rozmowie z uczniami: Anią, Amelią, Hubertem, Kubą, Lilianą wspólnie opowiadają o życiu w izolacji, nauce zdalnej i przyszłości szkoły.

Spotykamy się na Discordzie, kanale komunikacyjnym dla „gamersów”, czyli miłośników gier komputerowych. A od niedawna jednej z platform, na którą z powodu epidemii przeniosła się edukacja online. Od sześciu tygodni uczniowie i zaproszeni goście toczą na niej zażarte dyskusje polityczne. Aborcja, weganizm, nieposłuszeństwo obywatelskie, stan epidemiczny – to tylko niektóre z poruszonych tematów. Nie zawsze jest poważnie, czasem spotkanie wypełnia lukę po szkolnych przerwach. Bo zgiełku, ruchu, zaskoczeń i kontaktu z drugim człowiekiem brakuje najbardziej.

Anton Ambroziak, OKO.press: Spotkaliśmy się żeby porozmawiać o waszych doświadczeniach nauki zdalnej i izolacji. Jak wam mijają pierwsze tygodnie w tym eksperymencie?

Amelia: Kiedy dowiedzieliśmy się, że zajęcia będą odwołane, ogarnęła nas fala radości.

Ale?

Amelia: Myślę, że każdy był zdziwiony, przytłoczony falą informacji. Pierwszy tydzień był niezorganizowany, w zasadzie nic się nie działo. Teraz większość zagadnień musimy opracować sami. Mniej niż połowa zajęć odbywa się online. Matematyka, która, nie oszukujmy się, jest dużym problemem młodzieży, w naszej klasie nie jest prowadzona.

Czyli z częścią lekcji zostaliście sami.

Amelia: Gdyby nie pomoc koleżanek, kolegów, byłoby ciężko.

Hubert: Według mnie niektórzy nauczyciele, np. pani od matematyki, nie do końca są w stanie się odnaleźć w środowisku komputerowym i poprowadzić w jakikolwiek sposób te lekcje.

Ale mówisz, bo tak ci się wydaje, czy nauczycielka stanęła przed wami i sama to powiedziała?

Hubert: No nie, po prostu znając panią, wiem, że mogłaby mieć problemy, dlatego zrezygnowała z prowadzenia lekcji przez Discorda, albo Microsoft Teams i tylko wysyła zadania, które mamy wykonać i odesłać.

Amelia: Inne przedmioty jesteśmy w stanie sobie opanować sami bez nauczyciela, ale z matematyką jest problem.

Kuba: Ale tak szczerze, co to jest za opanowanie? Jak przychodzisz do szkoły, to wiesz, że masz lekcje, sprawdzian i na bieżąco się uczysz. Przez cały okres zdalnego nauczania mieliśmy maksymalnie trzy, może cztery, sprawdziany. A jak już są, to uczniowie kombinują, robią sobie notatki i przepisują. Wiadomo że teraz nie przyswajasz tak wiedzy, jakbyś przyswajał w szkole.

Ania: Uczniowie pierwszy raz od początku edukacji, a niektórzy nauczyciele od początku swojej kariery, mają styczność z nauką zdalną i wiadomo, że intensywność przyswajania wiedzy będzie mniejsza. To są straty wliczone w wyjątkową sytuację.

NUDA, PRZECIĄŻENIE, ALE TEŻ NAUKA ODPOWIEDZIALNOŚCI

Jakie emocje wam towarzyszą? Jesteście zmęczeni, sfrustrowani? Trochę szkoła, trochę wakacje?

Kuba: Mnie najbardziej chyba po prostu jest nudno. Nie mam kontaktu z ludźmi, tak jak przed kwarantanną. Na początku, myślałem „wow, będę poświęcać czas na swoje pasje”, a teraz nic mi się nie chce.

Czyli zniechęcenie. A reszta?

Amelia: Też na początku myślałam, że będę mieć dużo wolnego czasu i będę robić to, co lubię. Ale brakuje mi szkoły. Wcześniej byłam zmobilizowana, żeby się uczyć. Teraz nie potrafię się zdyscyplinować, żeby zrobić coś dodatkowego. Uczę się, przerabiam zadania, ale żeby mieć z głowy.

Liliana: Ja mam zupełnie inne podejście. Teraz mam większe możliwości, żeby wszystko rozplanować. Mogę dłużej spać, bo nie trzeba dojeżdżać do szkoły. To, co mi się nie podoba, to że materiału jest strasznie dużo. Nie wiem, jak jest w innych szkołach, ale my przerabiamy program o wiele szybciej niż wcześniej.

Nie ma taryfy ulgowej?

Liliana: Materiału jest bardzo dużo, czasem ciężko wyrobić się na czas.

Kuba: Najgorsze, moim zdaniem jest to, że niektórzy nauczyciele zadają nam prace bezsensowne. Albo przepisujesz coś z książki albo opracowujesz notatkę, którą wpisujesz do zeszytu. Po prostu kopiuj, wklej, odeślij, dziękuję.

Liliana: U nas nie da się robić kopiuj, wklej. Nauczyciele dokładnie sprawdzają, czy ktoś pisze własnymi słowami, czy robi kopię.

Paweł: A jak to sprawdzają?

Liliana: Kopiują tekst, wrzucają w Google i będzie zaznaczone, które słowa są w danym linku.

Paweł: Faktycznie, ja też czasami tak sprawdzam.

Jak to jest od strony technicznej uczyć się w domu? Z rodzicami, rodzeństwem, psem za ścianą albo nawet w tym samym pokoju.

Amelia: Na początku miałam problemy z internetem. Teraz już wszystko działa, ale wiem, że tu komuś zawodzi mikrofon, innemu komputer wolno działa, sprzęt się zawiesza. To frustrujące.

Kuba: Często, jak wysyłamy pocztą pracę domową, to nawet nie możemy na nią wejść, bo serwery są tak przeciążone. Ładowanie trwa nawet pół godziny.

Amelia: Dużym problemem na początku było ułożenie trybu dnia. Wiadomo, w szkole lekcja trwa 45 minut, a potem jest przerwa, wszystko jest zaplanowane. Teraz musimy gospodarować czasem tak, żeby ze wszystkim się wyrobić. I też myślę, że domowe warunki nie sprzyjają ze względu na to, że cały czas coś ktoś od nas chce. Jest dużo bodźców, które przeszkadzają uczeniu się i odrabianiu lekcji.

Kuba: Lekcje mamy od 08:50, to wiadomo, że wstaję o 08:20/08:30, robię herbatę, lekko się ogarniam. Lekcja się zaczyna, ale w zasadzie przed chwilą się obudziłeś, czujesz znużenie, a na dodatek nie bierzesz w zajęciach tak w pełni udziału, jakby to było w szkole.

Hubert: Dla mnie jest o wiele lepiej niż w szkole. Nie dość, że mam o wiele więcej czasu na moje zainteresowania, to jeszcze mogę we własnym tempie się uczyć i iść z materiałem. Nie tak, jak idąc do szkoły o 08:00 i wracając o 16:00. 17:00, przynosząc jeszcze szkołę do domu, nie wiadomo kiedy ją kończąc.

Liliana: Mnie się też podoba takie nauczanie, bo jest też mniejszy stres przy pisaniu sprawdzianów, nie jest aż tak oficjalne.

Kuba: Ja wolę rutynę. Wstaję, ogarniam się, dojeżdżam na pociąg, tramwaj, jesteśmy w szkole. Wiem, co konkretnie robię, o której godzinie, i kiedy mogą iść spać. Teraz czuję, że marnuję kupę czasu.

Liliana: Ja sobie tworzę nową rutynę. Wstaję rano, idę z psem na spacer. A nie że prosto z łóżka włączam lekcje.

Amelia: Plusem tego, że chodzimy do szkoły jest, że dużo więcej się ruszamy. W szkole mamy trochę pięter, musimy pokonywać schody, nie siedzimy ciągle przed telefonem. Teraz możemy się rozleniwić, nie oszukujmy się, nie każdy będzie ćwiczył wf w domu. I do minusów, niektórzy muszą dzielić komputery z rodzeństwem, nie zawsze jest prosto to ułożyć.

Kuba: Mama ma zdalną pracę. Jeśli chodzi o komputer, to tak jak Amelia mówiła, że my ćwiczymy, ale nawet, jak są teraz te lekcje to siedzisz cały czas przy biurku, jak wstaniesz, to bardzo kręgosłup boli przez siedzenie w jednej pozycji. Nikt nie siedzi przed komputerem wyprostowany cały czas, jednak się schylasz, nogę na nogę można założyć, bo tak wygodniej, ale jak wstajesz, to potem wszystko boli.

A jak z technologią? Jesteście cały czas wpatrzeni w ekrany, bo a to szkoła, a to kontakt z koleżankami i kolegami, czy próbujecie trochę odpoczywać?

Kuba: Mnie czas pracy na telefonie wydłużył się o 4,5 godzin.

Amelia: U mnie to samo. Coraz częściej patrzę na telefon, a to lekcje, a to zadzwonić, sprawdzić zadania.

Liliana: Ja odrabiam lekcje do 17, potem jest czas odpoczynku, bez telefonu. Myślałam, że będę co chwilę patrzeć w ekran, żeby sprawdzać lekcje. Nie jest tak źle, w sobotę, czy w niedzielę staram się korzystać jeszcze mniej.

Hubert: U mnie nie wychodzi wcale więcej, niż jakbym normalnie chodził do szkoły. Ale też na co dzień notuję wszystkie prace na komputerze.

W KOŃCU MAMY CZAS SIĘ POZNAĆ

Paweł, mógłbyś powiedzieć od strony nauczycieli, jak wygląda nauka zdalna?

Paweł: Od razu, gdy zostaliśmy zobligowani do zdalnego nauczania,  pojawiła się refleksja, czego ja chcę uczyć, co ma sens.

Trzeba przemyśleć to, co się uprawiało wcześniej, czy na pewno wszystko można przenieść do sieci. Stwierdziłem, że chyba nie. Po pierwsze ze względów technicznych, albo może nie po pierwsze, po pierwsze ze względów emocjonalnych.

Czy rzeczywiście treści – nazwijmy je podręcznikowymi, aczkolwiek ja z podręcznikiem to tak się mam na bakier raczej –  są teraz najważniejsze. I poszedłem w kierunku treści bardziej emocjonalnych, osobistych. I to chyba ma sens.

Dostałem fajny zwrot od jednej uczennicy. Napisała mi, że dzięki pracy, na którą normalnie nie było przestrzeni i czasu, może część mocnych przeżyć światopoglądowych, emocjonalnych, z jednej strony odreagować, z drugiej strony się z kimś podzielić, w tym wypadku ze mną. I za to była mi wdzięczna, a ja też jej.

Taka symetryczna wzajemność powstała, frajda i satysfakcja z takiej formy, której na co dzień się nie podejmuje. Dzięki temu mam okazję część osób, które widuję na co dzień od paru lat poznać. To jest dla mnie fantastyczne przeżycie.

Poza tym mając z tyłu głowy belferskie podejście typu “ściągną, czy nie ściągną”, to idę raczej w kierunku prac, które wymagają kreatywności, którą ciężko jest ściągnąć. Oni są w poligraficznej szkole, ja sięgam po techniki graficzne wyrażenia, pewnego komunikowania, pewnego przekazu, czyli jak reagujemy na to, co się dzieje.

Ja uczę WOS-u, więc często sięgam po sytuacje zewnętrzne, byłbym głupi jakbym tego nie robił, mam taki imperatyw WOS-owca, czyli to, co się dzieje na zewnątrz to poddajmy to naszemu przeżyciu, albo naszej analizie w oparciu o teksty, o nasze doświadczenie, o naszą intuicję przeżywania tego.

I oni musieli zrobić taką grafikę pt. „wybieram lekarzy”, gdzie musieli zderzyć te dwa zjawiska, które im towarzyszą, z jednej strony takie irracjonalne parcie polityczne na wybory, a z drugiej strony bohaterstwo środowiska medycznego.

Tego się nie da ściągnąć. Dostaję pigułę bardzo fajnych, dla mnie satysfakcjonujących prac. Myślę że dla nich także.

A masz swobodę w tym, w jaki sposób prowadzisz zajęcia, czy jest rygor narzucony ze strony szkoły, trzeba się trzymać podstawy?

Paweł: Nie ma przymusu. Oczywiście inaczej pracuję z maturzystami. Narzucamy sobie dyscyplinę i jedziemy z programem nauczania. Ale to wyjątek.

W pozostałych klasach z uwagi na wyjątkową sytuację, odsunąłem podstawę i kurczowe się jej trzymanie. Ale to, co robimy, pod względem umiejętności, czyli analiza tekstu, umiejętność krytycznego myślenia i wypowiadania się, to są kompetencje WOS-owe, które wchodzą w zakres przyszłego maturzysty.

Po prostu w mniejszym stopniu serwuję porcje taśmowych informacji. Zresztą, tak szczerze mówiąc, nigdy tego do końca nie robiłem, więc łatwiej mi z tego rezygnować.

Jak sobie radzą inni nauczyciele? Mają odwagę opowiadać o wykluczeniu cyfrowym?

Paweł: Będę szczery, dzięki naszej rozmowie sporo się dowiaduję, słysząc, że pan, pani z takiego i z takiego przedmiotu ma problemy, zresztą podobnie, jak ja. To jest fakt, że niektórzy mogą czuć się zakłopotani, pewnie z tyłu głowy też bym to miał, bo jakbym nie potrafił rozkminić pewnego okienka czy pewnego guziczka, to nie czułbym się komfortowo.

Sam nie sięgam po innowacje techniczne, dlatego że niespecjalnie jestem w tym biegły, to raz, ale to nie fakt kompromitowania się by tutaj grał główną rolę.

Uważam, że bardzo dużą stratą, o czym tutaj niektórzy mówili, jest brak przerwy. Przerwy jako miejsca rzeczywistej komunikacji wewnątrzszkolnej. I my sobie taką przerwę pod tytułem “Dyskusje w czasach zarazy” zorganizowaliśmy. Uruchomiliśmy grupę facebookową i też na discordzie, regularnie o 18 się spotykamy i rozmawiamy na przeróżne tematy od poważnych, po kompletnie błahe.

Czyli o czym rozmawialiście w ostatnich tygodniach?

Chórem: O nieposłuszeństwie obywatelskim, weganizmie, ustawie Kai Godek.

Czyli same gorące tematy.

Paweł: Tak, w czwartek mamy lekarza, z którym wy rozmawialiście na Oku, Pawłem Naumanem. Będziemy rozmawiać o koronawirusie, zarówno od strony indywidualnej, jak i od strony publiczno-strategicznej.

Hubert: Też były dwie lekcje o wirusach które prowadził neurochirurg, o ich rozpoznawaniu i budowie.

Liliana: Między innymi to jest fajne w tej grupie, że nie rozmawiasz zawsze z tymi samymi osobami. Jakby nie było tej grupy, to by się rozmawiało z rodziną i maksymalnie dwójką tych samych znajomych i od czasu do czasu przez telefon z ludźmi. Na tej grupie nigdy nie wiesz, kto przyjdzie, będzie ktoś, kto ma inne poglądy i zawsze się wywiązuje fajna dyskusja.

Hubert: To jest świetne, że możemy poznać poglądy innych osób.

Paweł: Fajna refleksja, jako skutek zarazy, że takiej grupy, gdzie jest tyle osób z różnych środowisk międzypokoleniowo się spotyka i ze sobą gada, to w realnym świecie byśmy chyba w ogóle nie osiągnęli.

Hubert: Nie ma też proszę pana czy proszę pani, rozmawiamy na tym samym poziomie.

W szkole nie macie na co dzień przestrzeni, żeby konfrontować swoje poglądy i od tej strony się poznawać?

Liliana: Nie ma takiej możliwości. Niby są godziny wychowawcze, gdzie moim zdaniem powinno się dyskutować. Ale każdy wie, jak wygląda godzina wychowawcza w większości szkół. Zazwyczaj jest przekazywana albo na jakiś przedmiot, albo po prostu jest to taka luźna lekcja, gdzie prawie się nic nie robi. Teraz w liceum jest zupełnie inaczej i jednak są to lekcje, na których coś robimy.

Kuba: U nas na WOS-ie pan nam zadaje tekst, każdy ma go przeczytać i opracować, po czym na jego podstawie dyskutujemy.

Amelia: Na godzinie wychowawczej ostatnio nasza pani zaczęła wprowadzać tematy, które musieliśmy sami opracować. Były tematy o dorastaniu, depresji. To są chyba ciekawsze godziny wychowawcze. Poza tym, faktycznie jest to lekcja do wygadania się.

CZĘŚĆ DOŚWIADCZEŃ SZKOŁY ZDALNEJ MOŻNA PRZENIEŚĆ DO REALU

Śledzicie na co dzień informacje o epidemii czy raczej jesteście już znużeni?

Kuba: Ja mam na Instagramie profil i tam jakiś chłopak wrzuca sprawdzone informacje na temat koronawirusa.

Liliana: Ja śledziłam to ciągle, potem uznałam że muszę się od tego trochę odciąć, bo nie byłam w stanie słuchać o tym, że jakaś osoba zachorowała, jakaś umarła. Najpierw ograniczyłam sobie informacje do dwóch razy dziennie, czyli rano i wieczorem, potem do jednego razu, a teraz słucham raz w tygodniu, chyba że jest konferencja.

Czego wam najbardziej brakuje i czy już chcielibyście wrócić do szkoły?

Amelia: Kontaktu z drugim człowiekiem, na żywo.

Liliana: Mi pasuje jak wygląda obecna edukacja. Wiadomo, jest parę spraw do poprawienia, ale ogólnie w edukacji jest dosyć sporo do poprawienia. Dla mnie byłoby idealnie, gdyby został taki sposób nauki, ale można było już wyjść z domu i się z kimś spotkać.

Hubert: Też się zgadzam. Strasznie mi się podoba, jak to teraz wygląda. Jest to faktycznie do poprawy, ale uważam, że to jest bardzo dobry system. Jeżeli byłoby to dopracowane i o wiele lepiej można posiąść tę wiedzę, niż z lekcji, na których jest 30 osób, każdy się odzywa i przeszkadza sobie wzajemnie, tym którzy naprawdę chcą się czegoś nauczyć.

Liliana: Tu jest duży plus, że jeśli ktoś nie chce słuchać, to w szkole i tak nie będzie słuchał, ale  będzie przeszkadzał innym. Tutaj nikomu nie przeszkadza, bo ta osoba się wyciszy. Ci, co chcą słuchać, będą rzeczywiście słuchać i nikt ich nie będzie rozpraszał.

Ania: To są moje ostatnie dwa lata w szkole średniej, brakuje mi bardzo mojej klasy, społeczności szkolnej. Ten kontakt był różny, mniejszy, większy, ale człowiek w końcu jest zwierzęciem stadnym i taka praca w grupie, dostosowywanie się i aklimatyzacja w społeczności szkolnej, to jest bardzo ważne doświadczenie i ważny elementem naszego życia codziennego. Dlatego brakuje mi tego i ja osobiście chciałabym i z utęsknieniem czekam.

Amelia:  Też mi brakuje interakcji. Jak byliśmy wszyscy w grupie, to zawsze coś się działo, coś fajnego mogło się stać. Jakaś nagła, spontaniczna wycieczka, albo jakaś śmieszna rozmowa. Tutaj, jak rozmawiamy przez Internet, to jest mniejsza szansa, że coś takiego się stanie.

Nauka zdalna potrwa jeszcze co najmniej miesiąc. Co byście poprawili, a co z tego doświadczenia przenieśli do szkoły tradycyjnej?

Liliana: Przerwy, żebyśmy nie mieli trzech lekcji pod rząd. Jednak te przerwy są potrzebne i też jakąś godzinę, do której mogą być te lekcje. Ja np. dzisiaj mam sprawdzian od 16:00 do 17:00. Tak naprawdę w szkole nie byłoby takiej możliwości, żeby lekcje trwały tak długo. Tutaj nauczyciele się tego za bardzo nie trzymają.

Kuba: U nas na geografii mamy teraz kartkówkę, która jest w dzień, w którym nie ma geografii. Ogólnie mamy lekcje online we wtorki, a kartkówka jest w poniedziałek. Pan powiedział, że piszemy w poniedziałek.

Czyli te lekcje trochę się rozwlekają na wieczność?

Hubert: Tak. Ważne, żeby to było bardziej uporządkowane. Ostatnio mieliśmy lekcję rano, później było ileś godzin przerwy i znowu mieliśmy lekcję. Wolałabym żeby była zachowana ciągłość a nie takie okienka bo przez to ciężko jest sobie zorganizować czas.

Kuba: Ja bym jeszcze poprawił to, niejednokrotnie o tym mówiłem, sposób zadawania prac domowych. To jest istny chaos. Niektórzy nauczyciele wysyłają przez wiadomości w Librusie, inni wpisują w terminarz, jeszcze inni w zadania domowe. Teraz weszły Teamsy i niektórzy nauczyciele przenieśli się tam.

Liliana: Dlatego powinna być ustalona jedna platforma, szkoła powinna się zdecydować tylko na jedno.

Hubert: Mam znajomych w Koperniku i tam, w porównaniu do lekcji w szkole, nie zmieniło się nic, bo nauczyciele byli do tego przygotowani długo przed całym wirusem.

Oni mieli z tego wcześniej wykonane szkolenia, znali się na tym. Wcześniej była przygotowywana platforma na podobne sytuacje, dlatego uczniowie wiedzieli na co mają się przenieść, z czego korzystać, wszystko jest w jednym miejscu, zgodnie z rozpisaniem, każdy nauczyciel prowadzi lekcje, nie tak, jak u nas, że np. jest prowadzona jedna lekcja, potem dwóch nie ma i zaczynamy od trzeciej. Tylko zgodnie z planem, jak było rozpisane, idziemy.

To jest właśnie uniwersalizacja, że nie ma problemu z tym, że mamy wiadomość na Librusie, na Teamsach, Discordzie i tak naprawdę gubimy się w tym całym miszmaszu i nie możemy znaleźć gdzie, co było, co jest na kiedy, kiedy to zrobić, skąd to przepisać.

Paweł, co do poprawy w tym nauczaniu zdalnym, a co zachować z tego doświadczenia do szkoły tradycyjnej?

Paweł: Zachowałbym zindywidualizowane kontakty, których jest za mało w realu,. Na pewno ograniczyłbym porcję wiedzy kopiuj-wklej. Ona się tutaj ma szansę jeszcze bardziej rozwinąć, bo jest poza kontrolą, ale w świecie rzeczywistym też istnieje i pytanie czy to ma sens.

Na pewno bym poprawił komunikację interpersonalną. Nie jestem wielkim purystą obyczajowym, ale może inaczej byłem wychowany, a może po prostu mam takie potrzeby, ale staram się dbać o formy grzecznościowe. Jeżeli dostaję od dzieciaków prace, bez żadnego dzień dobry, dziękuję, do widzenia, to jest słabe. Tego mało było już w starym świecie. W wirtualnym jeszcze bardziej się panoszy.

Na pewno dzieciaki mają rację dopominając się o lepszą organizację nas, dorosłych, żebyśmy doprecyzowali nasze wymagania. Rzeczywiście, podobnie jak oni, w pewnym momencie nie wchodziłem w ogóle na Librusa, na zakładkę wiadomości, żeby się przez nie przebić, trzeba było poświęcić sporo czasu.

Boleję nad tym, że nam, dorosłym nie udało się nad tym zapanować. Ale dzięki staraniom i pomocy rodziców, nie tyle ministerstwa czy jakiegoś kuratorium, przeniesiemy się na jeden kanał nauczania zdalnego. Uczę się zawzięcie, spędziłem dzisiaj parę godzin, ale muszę odreagować, zaraz idę na rower.

Świat po epidemii. Wiem że prowadziliście już taką rozmowę. Czego się obawiacie?

Amelia: Chyba, że ludzie przestaną być bliscy sobie. Na początku, jak były te najgorsze tygodnie, jak przechodziło się obok kogoś, druga osoba od razu się odsuwała. Na początku będziemy mieć problem z powróceniem do normalnego stanu rzeczy, gdzie nie brzydzimy się, nie boimy się podejść do tego drugiego człowieka. Mam nadzieję, że to niedługo powróci. Ale mam nadzieję, że to, co zostanie, to ten wysoki poziom higieny, który nagle został wprowadzony, że myjemy ręce, bo to naprawdę działa.

Kuba: Moim zdaniem nasze relacje ucierpią. Teraz jesteśmy w nowej klasie i jednak znamy się osobiście tylko do marca i teraz, przez dobrych kilka miesięcy nie będziemy mieć z tymi osobami kompletnego kontaktu. Jak wrócimy do szkoły, to będziemy się od nowa poznawać.

Liliana: My klasowo ciągle rozmawiamy i już mamy zaplanowane kilka rzeczy, jak się to wszystko skończy i będzie można gdzieś wyjść.

Kuba: Ten czas wystawi wszystkie przyjaźnie na próbę, czy one były takie prawdziwe, czy by się skończyły prędzej, czy później.

Ania: To jest duża próba przede wszystkim dla ministerstwa edukacji i dla całej edukacji polskiej ogólnie. Taki sprawdzian systemu, czy faktycznie ten materiał, nawet przerabiany w tak krytycznej sytuacji, zostanie przyswojony, jak maturzyści napiszą matury, jak my zdamy egzaminy zawodowe. Myślę, że to będzie sprawdzian poprawności całego systemu, czy to działa tak, jak powinno działać.

Amelia: Oprócz przyjaciół to będzie także sprawdzian dla rodziny. Nie każdy ma blisko rodzinę, obok siebie, z którą codziennie gada po ileś godzin. Teraz, jak wszyscy siedzą w domu, muszą powrócić do tych relacji. Myślę, że to też jest całkiem dobry sprawdzian.

Też potencjalnie trudna sytuacja, czasem generująca konflikty.

Hubert: Takie lekcje zdalne są potrzebne, tylko w aktualnie nie są one na takim poziomie w każdej szkole, żeby mogły być prowadzone bez żadnego problemu i żeby każdy miał do nich dostęp.

Trzeba się też liczyć z tym, że nie każdy ma dostęp do komputera o każdej godzinie. W domu znajdują się też domownicy i taki uczeń po prostu może im przeszkadzać, bo jednak przyznajmy szczerze, takie gadanie od 8 do 14, jednak może być dla innych trochę męczące.

Ale na pewno nie powinniśmy z tego rezygnować, to powinno być rozwinięte, nauczyciele powinni przejść odpowiednie szkolenia z tym związane i powinniśmy naprawdę iść w tym kierunku, bo to po prostu według mnie jest przyszłość.

Ale nie możemy też odchodzić w pełni od lekcji w szkole, czyli budynku, bo kontakt z ludźmi jest na pewno potrzebny. Taka rozmowa z kimś na korytarzu czy w ławce, to jest trochę coś innego niż rozmowa, w której nie widzimy się przez komunikator. Sama taka rozmowa buduje nasze umiejętności socjalne, nie pozwala nam się zamknąć w sobie.

Paweł: Ja pogłębię tę ostatnią wypowiedź, dla mnie ważne jest to, od czego zacząłem, refleksję, skoro mamy wracać do budynku, to musimy sobie postawić pytanie, po co tam wracamy? Co jest dla nas najistotniejsze?

Dlaczego mamy odejść od tych komputerków, skoro tam mogliśmy realizować tzw. podstawy programowe? Może ta podstawa wymaga jakiejś głębokiej refleksji.

Nasze spotkanie w realu jest wypełnione relacjami, dlaczego nie poddajemy tych relacji nauczaniu, żeby one mogły się rozwijać i żebyśmy mogli stawać się lepszymi.

Treści podręcznikowe i inne są wtórne i może niekoniecznie potrzebne.

Ania: Mogę dodać anegdotę, mam sporą rodzinę, 5 osób, i dzięki tej kwarantannie i zdalnemu nauczaniu, pozyskałam z moim siostrami możliwość wspólnego dzielenia się wiedzą. Ja piszę sprawdzian, a wszyscy schodzą się dookoła mnie i rozwiązujemy wspólnie rzeczy, których nie potrafię.

Fajnie, bo może jest spadek integracji, jeżeli chodzi o rówieśników, ale duży poziom integracji z rodziną i dostrzegam rzeczy, których na co dzień nie mam czasu dostrzec. Myślę, że to też jest plus.


Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: “Pióro Nadziei 2018” przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i “Korony Równości 2019”. Nominowany do nagrody “Zielony Prus” Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.