Sławomir Mrożek: zabawny rewolucjonista

kultura.onet.pl

SŁAWOMIR MROŻEK: ZABAWNY REWOLUCJONISTA

Kpił z rzeczywistości PRL-u, piętnował wady, ośmieszając i rozśmieszając. Jego teksty zyskują na aktualności, więc teatry nadal po nie sięgają. Wystawiali go najwięksi, na czele z Jerzym Jarockim i Erwinem Axerem. Miał za sobą komunistyczną przeszłość, której się nie wypierał. “Mając 20 lat byłem gotowy do przyjęcia każdej propozycji ideologicznej bez zaglądania jej w zęby…” – pisał. Nazywano go zabawnym rewolucjonistą i bezwzględnym demaskatorem. 90 lat temu, 29 czerwca 1930 r. urodził się Sławomir Mrożek.

Sławomir Mrożek, znany także pod pseudonimem Damian Prutus. Dowcipny pisarz, bezkompromisowy dramaturg, satyryk, rysownik, poeta. Ukazywał nowe hierarchie, przemiany światopoglądowe, upadek autorytetów. Spoglądał na nas przymrużonym okiem. I zawstydzał.

Mówią, że jego twórczość wyprzedzała swoje czasy. Bo Mrożek diagnozował, ale i przewidywał. Jego świat jest światem zniekształconym. Postacie przybierają groteskowe modele, absurd służy do stawiania społecznych diagnoz. Choć zabawnych, to bezwzględnych i bolesnych.

Urodził się w 1930 r., w Borzęcinie, malutkiej wiosce, obecnie w Małopolsce. Wraz z rodziną, ojcem Antonim, pracownikiem poczty, i matką Zofią, córką przedsiębiorcy mleczarskiego, przeniósł się do Krakowa. To tutaj rozpoczął studia, które nie okazały się spełnieniem ambicji młodego Sławomira. Próbował spełniać się na architekturze, historii sztuki i orientalistyce. Zaczął dopiero wtedy, gdy jego satyryczne rysunki trafiły na łamy “Przekroju”, gdzie po raz pierwszy zaprezentował reportaż “Moje miasto”.

W 1953 wydane zostały jego zbiory: “Półpancerze praktyczne” i “Opowiadania z Trzmielowej”, uznawane za pełnoprawny debiut literacki. Później ukazały się m.in. “Maleńkie lato” czy “Słoń”. Swoją przygodę z dramaturgią rozpoczął w 1958 roku, wystawioną na deskach stołecznego Teatru Dramatycznego sztuką “Policja”, ukazującą totalitarne idee stworzenia “państwa idealnego”. Choć w przedmowie podkreślał, że nie trzeba odczytywać tekstu jako aluzji do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej, czytelnicy i widzowie wiedzieli swoje.

Choć debiuty, również te powieściopisarskie (“Maleńkie lato”, “Ucieczka na południe”), były już za nim, to największy sukces miał dopiero nadejść. Po “Weselu w Atomicach”, “Męczeństwie Piotra Oheya” czy “Na pełnym morzu”, wydano “Tango”, które przyniosło Mrożkowi światową rozpoznawalność i miejsce w sceptycznie traktowanym przez niego kanonie lektur. Według Tadeusza Nyczka, “Tango” to jedna z trzech najważniejszych polskich sztuk powojennych, obok “Ślubu” Gombrowicza i “Kartoteki” Różewicza. Gombrowicz do powstania “Tanga” pośrednio się przyczynił. Mrożek mówił o inspiracjach twórczością autora “Ferdydurke”. Dowodem słynna scena ślubu, symbolicznie przywracająca ogólny “porządek”.

Mrożek miał za sobą komunistyczną przeszłość, której jednak nigdy się nie wypierał. W latach 1950-1954 pracował w redakcji “Dziennika Polskiego”. Jego ówczesne teksty wpisywały się w wymogi “słusznej” publicystyki. Z kolei w 1953 podpisał tzw. apel krakowski z poparciem dla stalinowskich władz PRL, po aresztowaniu pod sfabrykowanymi zarzutami katolickich duchownych.

“Mając 20 lat byłem gotowy do przyjęcia każdej propozycji ideologicznej bez zaglądania jej w zęby, byle tylko była rewolucyjna. Sfrustrowani, niepotrzebni i zbuntowani młodzieńcy są obecni w każdym pokoleniu, a to, co ze swoim buntem zrobią, zależy tylko od okoliczności” – pisał w “Baltazarze”.

Później wykpiwał programowe, odpowiadające wymogom partii teksty. Swoje satyry publikował w “Postępowcu”, rubryce tekstowo-rysunkowej, która ukazywała się w kilku różnych czasopismach w latach 1956-1960. Mrożek pisał: “W całym kraju odbędzie się wielka zbiórka pustych flaszek po wódce. Flaszki te mają być wykorzystane na budowę szklanych domów, przewidzianych już przez Żeromskiego”. Inny przykład: “Rzecznik do badania wyników prac w rolnictwie i leśnictwie oświadczył, że – jak dotychczas – używanie profesorów do wyrębu lasów nie ma wpływu na podniesienie jakości drewna”.

Wyemigrował w 1963. Mieszkał w Paryżu, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech i Meksyku. Gdy w 1996 wrócił do Polski, po kilku latach zdecydował się ponownie opuścić kraj. Jego nowym przystankiem została francuska Nicea. W kontekście ciągłych podróży trudno było nie dopatrywać się w świetnie przyjętych “Emigrantach” (1974) wątków autobiograficznych. Błyskotliwy portret Polaków na obczyźnie, rozpisany na dwóch bohaterów, emigranta politycznego i zarobkowego, mógł być również jego doświadczeniem.

Pokazywał rozdźwięk pomiędzy starym i nowym (“Tango”), wykształconym i prostakiem (“Emigranci”), humanitaryzmem, a walką o przetrwanie (“Na pełnym morzu”), ideą wolności, a totalitaryzmem (“Policja”), prymitywnością, a kurtuazją (“Sjesta”), wreszcie pomiędzy życiem, a śmiercią (“Wdowy”). Ośmieszał podwójne standardy. Wyczuwał otoczenie, teraźniejszość, i można dziś śmiało powiedzieć, przyszłość.

“Każdemu neurotykowi, który stale się trapi swoim nędznym losem, polecam napisanie sztuki i wystawienie jej w teatrze” – komentował. Jego sztuki często gościły w teatrze, m.in. reżyserowane przez Jerzego Jarockiego, Erwina Axera, Annę Augustynowicz i Wiktora Rubina.