Szczepionki powinny być obowiązkowe

SZCZEPIONKI POWINNY BYĆ OBOWIĄZKOWE

Pracownia badań opinii publicznej Kantar opublikowała sondaż, z którego wynika, że 47 proc. Polaków bardziej obawia się powikłań po szczepionce niż zachorowania na koronawirusa, a jedynie 26 proc. bardziej obawia się samej choroby. Z kolei z badań zrealizowanych dla prestiżowego czasopisma naukowego “Nature” wynika, że Polacy obok Rosjan są najmniej skłonni do szczepienia się. W wypadku Polski gotowość zaszczepienia zadeklarowało jedynie 56 proc. respondentów (w Niemczech 68 proc., w Hiszpanii 74 proc., w Stanach Zjednoczonych 75 proc., a w Korei Południowej prawie 80 proc). Wyniki te są dzwonkiem alarmowym i świadczą o tym, że ciemnota i zabobon mają się w Polsce doskonale.

  • Ruchy antyszczepionkowe wspierane są od lat przez rosyjskie służby specjalne
  • Sukces tych ruchów oznacza, że Polska przegrała wojnę hybrydową z Rosją
  • Stało się tak m.in. z powodu bylejakości polskiej inteligencji i polskich elit oraz obskurantyzmu lub cynizmu polskiej prawicy
  • Nasze społeczeństwo znacznie później niż społeczeństwa sąsiednich państw nabędzie tak zwaną odporność stadną. Jeśli zaszczepi się zaledwie połowa Polaków, koronawirus będzie zbierał śmiertelne żniwo jeszcze długo po tym, gdy pandemia już na dobre wygaśnie w innych krajach
  • To wszystko prowadzi do wniosku, że szczepionki powinny być obowiązkowe

Wyniki badań opinii publicznej w sprawie szczepień oznaczają, że Polacy w największym stopniu ulegli propagandzie głoszącej wbrew nauce szkodliwość szczepionek. W żadnym innym kraju Zachodu ruchy antyszczepionkowe nie osiągnęły takich wyników jak w Polsce.

Przegraliśmy hybrydową wojnę z Rosją

Promocją pseudonaukowych tez antyszczepionkowców zajmowały się portale, politycy i aktywiści, którzy równocześnie w momencie wybuchu wojny ukraińsko-rosyjskiej zohydzali obraz Ukraińców polskiej opinii publicznej.

Opisywali Zachód jako zgniły moralnie, przy równoczesnym przeciwstawianiu go wyznającej rzekomo konserwatywne wartości Rosji. Mówiąc wprost, ruchy antyszczepionkowe wspierane były przez rosyjską agenturę.

Wśród ekspertów zajmujących się dezinformacją nie ma żadnych wątpliwości, że tezy ruchu antyszczepionkowego wspierane są przez rosyjskie służby specjalne, których celem nie jest oczywiście zwalczanie szczepionek jako takich, a raczej sianie zamętu, podważanie zaufania do rozumu i nauki oraz kierowanie społeczeństw państw poddanych rosyjskiemu atakowi hybrydowemu na możliwie najbardziej irracjonalne tory myślenia.

Wyniki sondaży oznaczają, że Polska przegrała wojnę z rosyjską dezinformacją. Powyższe jest o tyle zabawne, że w Polsce powstała niezliczona ilość ośrodków analitycznych i centrów zwalczania dezinformacji.

Wydawałoby się, że żaden kraj nie zrobił tak wiele jak Polska, by rosyjską dezinformację skutecznie pokonać. Wyszło jednak dokładnie na odwrót. Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze, znakomita większość przedsięwzięć służących zwalczaniu dezinformacji służyła tak naprawdę pozyskiwaniu grantów przeznaczonych na zwalczanie dezinformacji, a nie realnej działalności.

Po drugie, znaczna część aktywistów, zamiast zajmować się środowiskami i politykami, którzy realnie mieli wpływ na polską rzeczywistość, zajęła się środowiskami skrajnymi, które tak naprawdę nigdy nie miały żadnego znaczenia. Można wręcz zastanawiać się, czy skrajnie prorosyjskie środowiska nie miały na celu jedynie odwrócenia uwagi polskich służb oraz aktywistów od prawdziwie groźnych rosyjskich agentów.

Głupota profesorska

Problemem Polski jest to, że inspirowane przez rosyjskie służby kampanie antyszczepionkowe trafiły w naszym kraju na podatny grunt. Ruchy antyszczepionkowe istnieją w każdym państwie świata, ale to w Polsce, a nie na przykład w Niemczech czy też we Francji przeciwko szczepionkom regularnie wypowiadają się ludzie z tytułami naukowymi. Przy czym w absolutnej większości nie mają oni nic wspólnego ani z medycyną, ani epidemiologią.

To, że głupota dzieli się na zwykłą i tą większą – profesorską – jest oczywiste dla każdego, kto obserwuje polską politykę. Dopiero jednak pandemia koronawirusa pokazuje, do jakiego stopnia głupota profesorska jest groźna.

Inteligencja, czyli aby tylko było miło

Jeszcze groźniejsza jest jednak całkowita niezdolność polskiej inteligencji do zmierzenia się z pseudonaukowymi bzdurami wypowiadanymi przez utytułowanych ludzi. Wbrew pozorom nie wynika to wcale ze szczególnego przywiązania do wolności słowa, choć można oczywiście zadać pytanie, czy głoszenie kłamstw mieści się w tym pojęciu.

Polska inteligencja i polska elita na tematy społeczne wypowiadają się z zasady tylko wówczas, gdy jest to bezpieczne i gdy nie pociąga za sobą ryzyka “podpadnięcia” komukolwiek. Większości zaś po prostu nic poza życiem prywatnym nie interesuje.

Jeśli już jednak ktoś się wypowiada i tematem jego wypowiedzi jest np. PRL, to niechybnie można czasem odnieść wrażenie, że w zasadzie wszyscy polscy inteligenci – ba – ludzie wykształceni, byli przeciw i tylko rozmowy z tymi, którzy realnie byli w opozycji uświadamiają mojemu pokoleniu, że w opozycji działał jednak nie cały naród, a jedynie nieliczni.

Podobnie i dzisiaj, jedynie bardzo nieliczni przedstawiciele inteligencji i elit w ogóle interesują się życiem publicznym. Jeśli mierzyć zaangażowanie, uwzględniając jedynie tych, którzy są skłonni angażować się w życie publiczne w sposób dojrzały – taki, w którym jest się obywatelem, a nie kibolem politycznym – okaże się, że realnie zaangażowanych jest jeszcze mniej. Garstka.

Miarą upadku elit oraz inteligencji była warszawska afera reprywatyzacyjna, którą mało kto się w ogóle interesował. Mikołaj Gogol napisał: “wszyscy potępiamy złodziei, o ile nie mamy zaszczytu znać ich osobiście”. Problem polega na tym, że zbyt wielu znało osobiście ludzi czy to bezpośrednio zaangażowanych w grabież kamienic, czy też kupujących w owych kamienicach mieszkania.

Polskiego inteligenta, jeśli coś nie dotyczy go osobiście (a warszawska afera reprywatyzacyjna dotyczyła głównie uboższych warstw społecznych) tak naprawdę nic od lat nie interesuje. Cechą charakterystyczną polskich elit stał się konformizm, który z definicji nakazuje, aby było jak u cioci na imieninach, aby było miło, aby nie wchodzić w spór, a już broń Boże, aby – o ile rzecz nie dotyczy nas osobiście – nie powiedzieć komuś, że jest nieuczciwy.

Zwalczanie ruchów antyszczepionkowych dokładnie tego zaś wymaga. I dokładnie dlatego polska inteligencja i polskie elity nie zrobiły dokładnie niczego, by postawić tamę zabobonowi, głupocie i ciemnocie.

Obskurantyzm lub cynizm polskiej prawicy

Mamy problem nie tylko z inteligencją i elitami. Problemem jest również kołtuństwo i obskurantyzm polskiej prawicy, która pomyliła konserwatyzm z wrogością wobec nowoczesności, a szacunek dla tradycji z prymitywnym tradycjonalizmem i wstecznictwem.

Liczni politycy prawicy, w tym również Prawa i Sprawiedliwości, a nawet prezydent Andrzej Duda od lat grali na ruchy antyszczepionkowe. Można dyskutować o tym, czy robili to, gdyż sami są na bakier z wiedzą medyczną, czy też z najczystszego cynizmu, ale faktem jest, że to na prawicy, a nie w centrum bądź na lewicy świetnie mają się pseudonaukowe bzdury.

Skutki

Wyniki przytoczonych sondaży są niezwykle niepokojące, gdyż oznaczają ryzyko, że nasze społeczeństwo znacznie później niż społeczeństwa sąsiednich państw nabędzie tak zwaną odporność stadną. Jeśli zaszczepi się zaledwie połowa Polaków, koronawirus będzie zbierał śmiertelne żniwo jeszcze długo po tym, gdy pandemia już na dobre wygaśnie w innych krajach.

Powyższe może oznaczać dalsze kłopoty z wydolnością służby zdrowia, a tym samym zwiększyć śmiertelność również z powodu innych niż COVID-19 chorób. Znaczna część niezaszczepionych sprawia, że wirus będzie się dłużej rozprzestrzeniał, co zwiększa ryzyko groźnych mutacji. Wszystko to prowadzi do pytania, czy aby na pewno szczepienia powinny być dobrowolne.

Wolność jest świętością

W państwie demokratycznym podstawową świętością są wolności obywatelskie. Osoby, które odmawiają szczepień, w pewnym sensie korzystają z wolności i w tym sensie zmuszanie ich do szczepień byłoby owej wolności naruszeniem. Jeśli jednak przyjąć, że osoby, które odmawiają szczepienia się narażają na utratę życia innych współobywateli, to tym samym mamy tu do czynienia z konfliktem wolności osobistej jednej osoby z prawem do życia drugiej.

Rolą państwa jest obrona obywateli, a w sytuacji konfliktu interesów stawanie w obronie słabszych. Wszyscy zagrożeni utratą życia są z natury słabsi i państwo powinno w takiej sytuacji egzekwować szczepienia włącznie ze stosowaniem przymusu.

Państwo jest świętością

Obok wolności, która jest świętością, świętością jest również państwo jako takie. Państwo, w przeciwieństwie do Boga, może być jednak świętością tylko wówczas, gdy istnieje realnie, a nie tylko teoretycznie.

Polska, w której kalendarz szczepień obowiązkowych jest dzięki ruchom antyszczepionkowym obowiązkowy już tylko z nazwy, jest państwem teoretycznym, państwem niepoważnym, bantustanem, a nie europejską republiką. Polsce grozi sytuacja, w której Polacy potrzebujący leczenia onkologicznego czy kardiologicznego będą umierać, gdyż system opieki zdrowotnej będzie znacznie dłużej sparaliżowany przez koronawirusa niż choćby w zamożnych krajach Zachodu.

Taka sytuacja oznaczałaby tryumf bezhołowia i głupoty, a zarazem klęskę państwa polskiego. Państwo jest swego rodzaju umową społeczną, której elementem jest m.in. to, że każdy obywatel ceduje część swoich praw na rzecz państwa, które jako jedyne ma prawo stosować siłę. Czas, by państwo tej siły użyło. Czas, by szczepionki były obowiązkowe, a nieprzyjmujący ich karani.

Witold Jurasz – prezes Ośrodka Analiz Strategicznych  

onet.pl