„Z Ruskimi”, czyli jak to się układało na polskim „Dzikim Zachodzie”

 Dariusz Bednarczyk

histmag.org

„Z RUSKIMI”, CZYLI JAK TO SIĘ UKŁADAŁO NA POLSKIM „DZIKIM ZACHODZIE”

Uzyskane na mocy postanowień Wielkiej Trójki Ziemie Zachodnie, za sprawą swojej szczególnej sytuacji, uzyskały miano polskiego „Dzikiego Zachodu”. Rodzima ludność niemiecka, polscy osadnicy, postwojenne poczucie tymczasowości, a pośrodku owego tygla ‒ zwycięska Armia Czerwona.

Zarówno miasto Jelenia Góra, jak i powiat, zostały wyzwolone przez oddziały Armii Czerwonej prawie bez walki. 8 maja na opustoszałych ulicach miasta, późnym wieczorem pojawiły się pierwsze, motocyklowe patrole żołnierzy radzieckich. Nazajutrz, po krótkiej wymianie ognia z niewielkim oddziałem SS, nad miastem zawisły czerwone flagi.

Oddziały, które wyzwoliły miasto, a następnie powiat, należały do 31 Armii, dowodzonej przez generała Pawła Szafranowa, rozwijającej wówczas w ramach 1 Frontu Ukraińskiego natarcie z rejonu Lwówka Śląskiego na Szklarską Porębę. Spychały one wycofujące się „na z góry zaplanowane pozycje” w kierunku zbawczego południa do Czechosłowacji, dywizje dowodzonej przez generała Wilhelma Hasse 17 Armii Polowej.

Wizyta u komandira

Nazajutrz po przybyciu do Jeleniej Góry Wojciech Tabaka, jako kierownik organizacyjnej grupy administracji i zarazem oficjalny pełnomocnik rządu na powiat, udał się do radzieckiego komendanta wojennego majora Smirnowa, wygodnie urzędującego w Cafe Plaisir, mieszczącej się przy – jeszcze – Adolf Hitlerstrasse. Siedziba komandira urządzona według bizantyjsko-stalinowskiego stylu, mogła rzucać na kolana:

Biurowiec średniej wielkości był przyozdobiony jak orientalny namiot cyrkowy. Obraz Stalina o powierzchni, co najmniej dziesięciu metrów kwadratowych znajdował się w otoczeniu dwóch mniejszych, ale nadal jeszcze przeogromnych obrazów sowieckich dowódców wojskowych. Nad nimi znajdowały się szerokie czerwone slogany i czerwone flagi z sierpem i młotem […] Pułkownik Smirnow siedział na podium w małej sali posiedzeń za czerwonodrapowanym stołem. (G. Pohl, Czy jestem jeszcze […])

Ze względu na specyfikę objętego terenu, większość problemów nie mogła ulec rozwiązaniu bez współdziałania z radzieckim komendantem wojennym.

Radzieckie komendantury wojenne

Radzieckie komendantury wojenne, jako organy administracji specjalnej, tworzone były we wszystkich większych skupiskach ludności strefy przyfrontowej. Sprawowały kontrolę nad ziemiami zajętymi przez Armię Czerwoną. Zakres i przedmiot działalności określiła instrukcja marszałka Konstantego Rokossowskiego z 23 sierpnia 1944 r. Komendantów wyznaczała Rada Wojenna Frontu, a w gminach i miasteczkach Rady Wojenne poszczególnych armii. Ich zadaniem było zaspokajanie potrzeb Armii Czerwonej w zakresie gospodarki i bezpieczeństwa, uniemożliwienie sabotażu, zapewnienie sprawnego transportu dla potrzeb frontu, likwidacja plagi maruderstwa, a także nadzór nad życiem niemieckiej ludności cywilnej oraz działalnością zakładów produkcyjnych. Komendantury uzyskały też prawo użycia broni wobec ludności polskiej w myśl następujących wytycznych:

W wypadku zamieszek zakłócających porządek lub też zagrażających spokojowi i normalnej pracy jednostek i instytucji wojskowych, dofrontowych dróg dowozu, a także normalnej działalności lokalnych organów PKWN – komendant wojskowy powinien podjąć zdecydowane kroki przy poparciu sił wojskowych i przywrócić spokój oraz porządek. W wypadku zaś oporu wrogich elementów, po wyczerpaniu wszystkich innych środków, komendant winien – jako ostateczność – użyć broni.

Kogo uznawano za wrogi element?

Mobilizacja prowadzona na terytorium Polski przez różne polskie organizacje nie związane z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego, jest aktem bezprawnym, przy czym osoby realizujące tego rodzaju mobilizację winny być niezwłocznie aresztowane, jako agenci niemieccy, siejący zamęt wśród ludności polskiej.

Kolejny akapit precyzował:

W wypadku pojawienia się w powiecie lub w gminie uzbrojonych oddziałów, grup i pojedynczych osób, należących do Armii Krajowej lub innych polskich organizacji wrogo nastawionych do PKWN – komendant winien podjąć natychmiastowe kroki w celu ich rozbrojenia przy pomocy milicji, w razie zaś konieczności korzystać z pomocy jednostek Wojsk Ochrony Tyłów oraz najbliższych jednostek Armii Czerwonej” (A. Magierska,, Ziemie Zachodnie […]).

Z uwagi na przyfrontowy charakter powiatu jeleniogórskiego, utworzono tam komendanturę powiatową, której podporządkowane były komendy rejonowe, działające w uzdrowiskowych Cieplicach, przemysłowych Kowarach i górskim Karpaczu.

Na terenach nie zniszczonych działaniami wojennymi, gdzie życie zasadniczo toczyło się normalnym tokiem, komendanci powoływali spośród miejscowej ludności niemieckiej tymczasową administrację pomocniczą. Na terenie miasta i powiatu działali więc nadal niemieccy burmistrzowie, tudzież wójtowie.

„Fakty mówią za siebie”

Istnienie radzieckich komendantur ograniczało zatem zakres działania tworzonej polskiej administracji. Dodatkowym czynnikiem hamującym było jeszcze funkcjonowanie milicji niemieckiej (pozbawiona broni i umundurowania „Hilfmilitz”). Organy niemieckie, sprytnie lawirując między radziecką komendanturą, a raczkującą administracją polską, starały się wygrywać własne, partykularne interesy. Niemcy próbowali ignorować administrację polską na korzyść Rosjan, co stało się normą w pierwszych powojennych miesiącach na ziemiach dolnośląskich, czego jednym ze świadectw stała się, sporządzona w głębokiej konspiracji przez członków WiN (Wolność i Niezawisłość), pionierska analiza o charakterze społeczno- politycznym, znamionująca stan daleki od ideału już samym tytułem: „Ziemie odzyskane. Fakty mówią za siebie”. W związku z tym wytworzył się, wywołujący nierzadko jaskrawe nawet konflikty pomiędzy obiema stronami, niedwuznaczny rodzaj dualizmu władzy. Na terenie powiatu jeleniogórskiego doszło nawet do tego, że rosyjski komendant był wręcz nieprzychylnie nastawiony do tworzącej się prawowitej, polskiej władzy.

Mimo, że 27 maja 1945 r. kierownictwo komendantur wydało rozkaz polecający rozwiązanie władz i milicji niemieckiej oraz utrzymanie wyłącznie suwerennych władz polskich, jeleniogórski komendant działał nadal po swojemu. Napiętej sytuacji nie poprawiło też zarządzenie nr 3 wojewody dolnośląskiego, które wyraźnie rozgraniczało kompetencje obu organów i w punkcie 12 określało prerogatywy komendanta wojskowego, któremu podlegały wyłącznie garnizony, szpitale, warsztaty wojskowe oraz sprawy kwaterunku i aprowizacji przechodzących oddziałów. Wbrew rozkazom, jak i stosownym zarządzeniom, postępowanie majora Smirnowa było nadal sprzeczne z interesem polskiej administracji. Uparcie sprzeciwiał się on przekazywaniu Polakom zakładów, znajdujących w tym rejonie. Był również przeciwny wysiedlaniu niemieckiej ludności. Pierwsze, podejmowane przez pełnomocnika Tabakę próby wysiedlania tejże ludności, zawsze kończyły się niepowodzeniem. Wspominał o tym sam Tabaka w meldunku sytuacyjnym z dnia 25 czerwca 1945 r., skierowanym do zwierzchnika. Meldunek ten nie był odosobniony, albowiem na podobne wiadomości można natknąć się w innych sprawozdaniach pełnomocnika. Dawał on wyraz swemu niezadowoleniu, gdy pisał:

(…) trudności z mjr Smirnowem, który popiera Niemców i utrudnia pracę naszej administracji.

Podobnie wypowiadał się Tabaka na pierwszym zjeździe pełnomocników obwodowych 10 czerwca 1945 r. w Legnicy. Również protokół drugiego zjazdu, który odbył się 15 lipca w tym samym mieście, zawiera wzmiankę o tym, że w obwodzie nr 29 stosunki z komendantem wojennym pozostawiają – co najmniej – wiele do życzenia.

Samowładza Rosjan

Jego kategoryczny sprzeciw był przyczyną ponownego wstrzymania podjętej 11 lipca akcji wysiedlania ludności niemieckiej. Nic dziwnego, skoro wysiedlenia były wówczas nie na rękę Rosjanom, chcącym wykorzystać kartę niemiecką przeciwko Polakom. Z tego tytułu mjr Smirnow ustawiał się jako swego rodzaju patron wobec żywiących nadzieję na pozostanie Niemców. Nie przypadkiem właśnie 11 lipca 1945 r. doszło do jego spotkania z poddaną obowiązkowi wysiedlenia rdzenną ludnością. Potwierdza to zaskakujący w swej wymowie stenogram z zorganizowanego przez sojuszników zebrania:

Zebranie przeprowadzam w celu uprzedzenia was o tym, że zostaniecie stąd wysiedleni. Okolice Jeleniej Góry już wysiedlają, Jelenią Górę i Warnbrunn (Cieplice – dop. autora) będą wysiedlać 14 i 15 lipca. Dlatego Was uprzedzam, żebyście wiedzieli, bo Polacy jeszcze o tym nie wiedzą. Gdyby oni wiedzieli o tem (pisownia oryginalna – dop. autora), to już by zaczynali rabować i plądrować. Wysiedlenie będzie iść normalnie i w porządku, nie tak, jak to robią Polacy. O północy przychodzą, dają 20 minut czasu i tylko 20 kilogramów pozwalają ze sobą zabrać. Ja pozwalam zabrać nie 20 kilogramów, a więcej, ile możecie ze sobą zabrać. […] Póki ja jestem, to nie pozwolę na to, by Polacy wyrządzili krzywdę. Nieraz kiedy dowiaduję się, że Polacy rabują, to ja wyjeżdżam chociaż w nocy i nie pozwalam na to. […] Ja myślę, że wam wszystko jest zrozumiałe, bo ja powiedziałem dość, a nawet za dużo, a dlatego, że jestem pewien, że tu nie ma nikogo z Polaków. Bo gdyby tu ktoś z Polaków był, to ja bym wam tyle nie powiedział. (F. Springer, Miedzianka […]).

Między innymi z tej przyczyny, za zgodą władz radzieckich, ludność niemiecka zaczęła zawiązywać komitety, eufemistycznie określane jako „antyfaszystowskie”, licząc na pewną przeciwwagę wobec polskiej zwierzchności w przypadku wysiedleń, a zwłaszcza próbując podjąć jakąś formę samoobrony wobec wypadków nieuzasadnionej przemocy. Jednym z pierwszych był komitet utworzony 26 czerwca 1945 r. w Schmiederbergu (Kowary) przez Henryka Moslera. Także tego dnia na drodze do Kamiennej Góry Milicja Obywatelska rozproszyła spontaniczny wiec. Moslera aresztowano i odebrano przyznany przez Rosjan pistolet, gdyż w oczach polskich władz tego typu inicjatywy stanowiły jedynie przykrywkę dla wrogich dla kraju tajnych organizacji. W ramach swoistej rywalizacji, za sprawą rosyjskiej interwencji niemal natychmiast doszło do zwolnienia niemieckiego lidera, któremu oddano broń, a idąc za ciosem, już 27 czerwca naprzeciwko polskiego magistratu w Jeleniej Górze Niemcy uruchomili tzw. Związek Komunistyczny.

Skolko ugodna!

Oczywiście pomiędzy Polakami a Rosjanami rozpościerał się również obszar jak najbardziej niesformalizowanych kontaktów. Kwitł handel wymienny. Za wódkę bez problemu rosyjskie giwery, deficytowa benzyna, czy cokolwiek innego – „Skolko ugodna!”. Biada jednakże temu, kto nie uwzględnił podstawowych zasad ostrożności, że o sprzyjającym zazwyczaj roztropnym szczęściu nie wspomnieć:

Był to już drugi powojenny motor ojca. Pierwszy został również nabyty od ruskich za alkohol, ale po transakcji bojcy natychmiast zmądrzeli, przypominając sobie, że nie mogą sprzedawać mienia wojskowego cywilom. Jednoślad odebrali, nawet nie zamierzając zwrócić zapłaty w spirytusie. Kiedy […] zaczął się stawiać, przystawili mu pistolet do głowy. Na szczęście ustąpił, […] naszego sąsiada, […], radzieccy wyzwoliciele zastrzelili […] tylko dlatego, że nie chciał oddać roweru (Z. Dostaw, Pod prąd).

Ziemie Zachodnie traktowane były przez Armię Czerwoną nie inaczej, niż jako „zdobycz wojenna”. W pierwszych miesiącach po bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy, pomimo odpowiednich uzgodnień Wielkiej Trójki, mocą których tereny te przyznano jako rekompensatę Polsce, Armia Czerwona uznając te ziemie jako rdzennie niemieckie, prowadziła demontaż i wywóz w głąb niezmierzonego Kraju Rad wyposażenia niemieckich fabryk, co w oczywisty sposób kłóciło się z jednym z naczelnych zadań polskich pełnomocników, jakim był obowiązek zabezpieczenia mienia poniemieckiego.

Ziemie Zachodnie, początkowo uznawane przez Armię Czerwoną za tereny rdzennych Niemiec, w oczach jej dowództwa i żołnierzy stanowiły domenę łupu wojennego, tym bardziej usprawiedliwionego bestialstwem hitleryzmu. W płaszczyźnie indywidualnej, nie tylko w przyfrontowych warunkach, ale także przynajmniej w tych pierwszych, szorstkich tygodniach po zakończeniu wojny, przejawiało się to pobłażaniem wobec rabunków i gwałtów, zaś w szerszym zakresie trwał wywóz, głównie wyposażenia przemysłu, jako swoista rekompensata za lata krwawych zmagań i niezmierzonych zbrodni niemieckiego najeźdźcy. W tym zatem zakresie pełnomocnik Tabaka, jako uprawniony strażnik przysługującego Polsce majątku przemysłowego, jawił się jako zbędna przeszkoda. W podobny sposób można by dokonać interpretacji przyczyn, paradoksalnego na pierwszy rzut oka, faworyzowania Niemców przez wojenkomendanta Smirnowa. Wystraszeni, słabi i bezsilni Niemcy nie stanowili żadnego zagrożenia dla zwycięskich Rosjan, mogli natomiast w tych pierwszych powojennych miesiącach spełniać pewną przeciwwagę wobec nielicznych początkowo Polaków. Konflikty polsko-niemieckie mogłyby przecież odsunąć sprzed oczu polskich władz konieczność przeciwstawienia się wywozowi mienia poniemieckiego przez dominujących Rosjan, co przecież nie mogło dziać się bez choćby zawoalowanej aprobaty odpowiednich czynników w kraju, rządzonym przez nowego, komunistycznego cara – Stalina.

Koniec Smirnowa

Ten jawny konflikt został zażegnany dopiero w wyniku (dziwnie skorelowanej z konferencją poczdamską) interwencji inspektora komendantur wojennych majora Szułygina, który oficjalnie stwierdził, iż:

jedyną władzą na terenie powiatu i miasta Jelenia Góra są władze polskie i tylko one mają prawo decydować we wszystkich sprawach administracyjno- politycznych, odnoszących się zarówno do Polaków jak i Niemców (M. Iwanek, Kotlina […])

W wyniku tej inspekcji radziecki komandir wojenny Smirnow dnia 17 lipca 1945 roku został odwołany ze stanowiska. Od tego momentu, aż do chwili zlikwidowania sojuszniczych wojenkomendantur, stosunki pomiędzy jeleniogórską komendanturą, a administracją powiatową układały się bardziej poprawnie.


BIBLIOGRAFIA:

Archiwalia:

  • Sprawozdanie W. Tabaki z 25 VI 1945 r., WAP Jelenia Góra, Starostwo Powiatowe w Jeleniej Górze 1945- 1950, tom nr 8.
  • Sprawozdanie W. Tabaki z 6 VII 1945 r., WAP Jelenia Góra, Starostwo Powiatowe w Jeleniej Górze 1945- 1950, tom nr 18.
  • Zarządzenie nr 3 pełnomocnika S. Piaskowskiego z 2 VI 1945 r., WAP Wrocław, Urząd Wojewódzki Wrocławski, t. I/1 1945.

Opracowania:

  • Bolesław Dolata, Wyzwolenie Polski 1944‒ 1945 r., wyd. Wydawnictwo MON, Warszawa 1974.
  • Zdzisław Dostaw, Pod prąd. Wspomnienia z PRL- u., wyd. Oficyna Wydawnicza „Agawa”, Warszawa 2013.
  • Joanna Hytrek- Hryciuk, Tu Ruski jest szefem! Działalność tymczasowej administracji radzieckiej na Dolnym Śląsku (1945- 1946), „Slezskẏ Sbornik. Acta Silesiaca” 2011, nr 101, ćislo 1‒2, s. 97‒ 111.
  • Marian Iwanek, Kotlina Jeleniogórska w latach 1945‒ 1950, praca doktorska, 1979.
  • Zbigniew Kwaśny, Jelenia Góra: Zarys rozwoju miasta, wyd. Ossolineum, Wrocław 1989.
  • Anna Magierska, Ziemie Zachodnie i Północne w okresie komendantur wojennych i kształtowania się podstaw administracji cywilnej, „Dzieje Najnowsze”1973, nr 5, s.64.
  • Janina Michalska, Z dziejów obejmowania władzy na Dolnym Śląsku IV‒ VIII 1945 r. Wybór Źródeł, „Teki Archiwalne”, 1966, t. 10, s. 215.
  • Janina Michalska, Obejmowanie władzy na dolnym Śląsku przez polską administrację w 1945 roku, Śląski Kwartalnik Historyczny „Sobótka” 1966, t. LXXXI, nr 1, s. 635.
  • Gerhart Pohl, Czy jestem jeszcze w swoim domu? Ostatnie dni Gerharta Hauptmanna, tł. J. Urlich- Kornacka, A. Bretschneider, wyd. Agencja Wydawnicza CB, Warszawa 2010.
  • Jan Ryszard Sielezin, Polityka polskich władz wobec ludności niemieckiej na terenie Kotliny Jeleniogórskiej w 1945 r., Śląski Kwartalnik Historyczny „Sobótka” 2000, nr 1, s. 67‒ 90.
  • Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania, wyd. Czarne, Wołowiec 2011.
  • Zbigniew Wadecki, Wolność przyszła w maju, „Karkonosze” 1984, nr 5, s. 2‒ 3.
  • Tadeusz Żenczykowski, Polska lubelska 1944, wyd. Editions Spotkania, Warszawa 1990.